Dnia 10 kwietnia przypada rocznica wykonania ostatniego wyroku kary śmierci na Białostocczyźnie.

W latach 1944-1956 w całym kraju stracono około 4000 osób skazanych przez sądy Polski Ludowej na karę śmierci. Więzienie w Białymstoku było drugim, po więzieniu mokotowskim, miejscem, gdzie wykonano najwięcej wyroków kary śmierci. W ciągu dwunastu lat zamordowano w nim ponad 250 skazańców. Ostatnim straconym w więzieniu w Białymstoku był Bolesław Bubieńczyk.

Bolesław Bubieńczyk urodził się w Chworościanach w 1921 r. Od 1950 r. pracował jako nauczyciel w szkołach podstawowych powiatu sokólskiego. W 1954 r. założył organizację niepodległościową, którą nazwał Narodowy Związek Patriotów Polskich. Liczyła ona około dwudziestu członków. Terenem działania NZPP był obszar powiatu sokólskiego i gmina Lipsk powiatu augustowskiego. Organizacja zajmowała się pisaniem i kolportażem antykomunistycznych ulotek. W końcowej fazie swej działalności członkowie NZPP podjęli działania w celu przekształcenia się w organizację zbrojną, m.in. rozpoczęli gromadzenie broni palnej. W wyniku działania NZPP zginął funkcjonariusz MO. Organizacja została rozbita w lutym 1955 r. Wojewódzki Urząd ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku zorganizował pokazową rozprawę w internacie szkolnym w Sokółce. Na tej i na następnych rozprawach oskarżono w sumie 21 osób. Zapadło 17 wyroków skazujących na kary więzienia i jeden skazujący na karę śmierci. Bolesław Bubieńczyk został powieszony w piwnicy budynku administracyjnego więzienia w Białymstoku 10 kwietnia 1956 r. Zwłok nie wydano rodzinie. Spoczęły one, jak wcześniej wiele innych, w nieoznaczonym miejscu na terenie ogrodu przywięziennego. Wyrok wykonano na niespełna trzy tygodnie przed wejściem w życie amnestii dla więźniów politycznych.

  • Zapraszamy do zapoznania się z opracowaniem dotyczącym NZPP oraz jej założyciela i członków tej organizacji. Materiał pochodzi z Biuletynu IPN nr 12 z 2005 roku, ( Acrobat Reader, pdf - 0,4 MB ) - czytaj/pobierz...
  • Audycja radiowa ''Tajemnice naszych czasów'' Radia Białystok , ''Ostatni wyrok śmierci na Białostocczyźnie - Bolesław Bubieńczyk '' - pobierz... ( mp3 , 20 MB )

Marcin Zwolski

Gdzie grzebaliśmy zwłoki? - Jeszcze nie powiem.

Do Oddziału IPN w Białymstoku ciągle zgłaszają się ludzie, którzy chcą pomóc w odnalezieniu miejsc pochówków ofiar represji komunistycznych z lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Jedni mówią o tym, co im ktoś opowiadał, inni o tym co widzieli na własne oczy. Wciąż brakuje relacji osób, które uczestniczyły w dokonywaniu tych pochówków. Funkcjonariusz UB, który w 1949 r. grzebał zwłoki Władysława Łukasiuka ps. "Młot", zapytany w 1976 r. o miejsce pochówku odpowiedział: "No cóż, rozkaz o pochowaniu był, ale nie było jeszcze rozkazu o ujawnieniu grobu". Minęło już pół wieku! Jeśli nie teraz, to kiedy?

O grzebaniu ofiar UB na terenie byłego cmentarza niemieckiego (obecnie siedziba Radia Białystok) mówi się od dawna. Nieopodal znajdowało się kilka domów. Ich mieszkańcy wiele widzieli: "Ciężarówka i ludzie w mundurach wjechali na drugą część cmentarza, przez bramę" - opowiadają dziś. "Był tam wykopany dół, do którego ci ludzie wrzucali zwłoki. Upychali je tam jak śledzie. Następnie dół został zasypany, na nim została ułożona i przyklepana warstwa tarniny. Było to prawdopodobnie około 1947 r.". "Przez pewien czas, w nocy przyjeżdżali na ten cmentarz ludzie, którzy grzebali tam jakieś ciała. Mówiło się, że to ofiary z więzienia białostockiego. Przyjeżdżali około północy, kopali pojedyncze doły, wjeżdżali samochodem na teren cmentarza i z samochodu zdejmowali ciała w skrzyniach. Następnego dnia chodziliśmy na cmentarz. Widać było ślady i świeżo zaklepaną ziemię". "Po wojnie, jak paśliśmy kozy, to chodziliśmy koło cmentarza. Tam był taki rów melioracyjny i w tym rowie leżały zwłoki, nawet nogi wystawały. Mówiono wtedy, że to są zwłoki wywożone z więzienia, już po wojnie".
Za cmentarzem rozciągał się Las Zwierzyniecki. O nim też dużo się mówi: "Mieszkałem u gajowego Bernarda Jakimowicza. On mi opowiadał, jak obchodził Las Zwierzyniecki i zobaczył część zwłok ludzkich. Zameldował o tym na milicji. Po jakimś czasie wezwało go UB, zabronili mu o tym opowiadać komukolwiek. Mówił mi, że miejsc takich jak to było więcej".

Las Solnicki, zamykający Białystok od południa był nie tylko miejscem pochówków, ale i egzekucji. Oto słowa anonimowego białostoczanina: "Pewien mieszkaniec Hryniewicz opowiadał mi, że pewnego razu szedł piechotą z Białegostoku do Hryniewicz. Po drodze minęła go kolumna samochodów. Potem słyszał strzały w lesie. Zanim doszedł do wsi, było po wszystkim. Zwłoki zostały zagrzebane w dziurach po wydobyciu żwiru w lesie. Pojawiali się tam potem ludzie szukający zwłok swych bliskich. Podobno część z nich znalazła i zabrała". Najprawdopodobniej o Lesie Solnickim opowiada także Bronisław Karwowski, który w 1949 r. przechodził śledztwo w siedzibie UB na Mickiewicza: "Było całkiem ciemno. Jechaliśmy najpierw główną drogą, potem skręciliśmy w boczną i w końcu w jakieś polne. Zatrzymaliśmy się w lesie. Kazali mi wysiąść. Wyciągnęli łopatę, dali mi ją mówiąc: tu twój koniec, kop sobie grób. W czasie kopania komentowali: kop głębiej, bo będziesz za płytko leżał. Gdy wykopałem grób o głębokości około 1,2-1,5 m odeszli kawałek, naradzili się i powiedzieli: wyłaź, jeszcze nie tym razem. Zostawiliśmy ten dół i wróciliśmy na Mickiewicza". Takie doły Karwowski kopał kilkakrotnie, jednak nigdy ich nie zasypywał. Widocznie były potrzebne. Władysław Skubich wspomina: "Było to w 1951 r., jesienią. Przyszedł do nas oficer straży więziennej. Wybrał trzech więźniów. Było już bardzo ciemno. Ze szpitala więziennego wynieśli coś zawinięte w prześcieradło, białą płachtę. Wrzucili to na samochód i załadowali nas do środka. Nie wiem w jakim kierunku pojechaliśmy, nie znałem wtedy Białegostoku. Znaleźliśmy się w miejscu, gdzie nie było dużych drzew, tylko krzaki, zarośla i pagórki z piasku. Kazali nam wykopać grób. W tym prześcieradle były zwłoki ludzkie. Wrzuciliśmy je do dołu i zakopaliśmy. Po wszystkim odwieźli nas do więzienia". Terenem opisywanym przez Skubicha mogły być obrzeża Lasu Solnickiego lub łąki oddzielające ten las od Lasu Zwierzynieckiego. W raporcie wywiadu WiN z jesieni 1946 r., opisującym białostockie więzienie znajduje się wzmianka, że "zmarłych [w więzieniu - MZ] grzebią na cmentarzu św. Rocha, a rozstrzelanych na łąkach za wojskowym cmentarzem". Potwierdza to relacja kobiety, która latem 1946 r. jako ośmioletnia dziewczynka znalazła się z mamą w okolicy ulicy Letniska: "Usłyszałyśmy turkot ciężarówek. Schowałyśmy się w zaroślach aby przeczekać ich przejazd. One jednak zatrzymały się nieopodal. Po jakimś czasie usłyszałyśmy serię strzałów. Mama powiedziała mi, że musimy przeczekać, aż ciężarówki odjadą. Czekałyśmy dosyć długo. Dziś nie wiem, czy przez ten czas oni grzebali rozstrzelanych ludzi, czy ładowali ich z powrotem na ciężarówki".

Sporo wiadomo o grzebaniu ofiar UB w pozostałościach po okopach i stanowiskach strzeleckich za cmentarzem prawosławnym przy ulicy Wysockiego. Jeden z mieszkańców osiedla Giedymina opowiadał o swoich kolegach, bawiących się po wojnie na tym cmentarzu: "Gdy chłopcy weszli na niewielkie jeszcze wówczas sosny rosnące na terenie cmentarza, widzieli, jak za cmentarzem jacyś ludzie wyciągają zwłoki z ciężarówki i wrzucają do okopów". Ludzi pochowanych w okopach widział na własne oczy Czesław Rzemieniecki, który szukał tam zwłok rozstrzelanego w więzieniu brata: "Znalazłem tam zwłoki mężczyzny ledwie przysypane piaskiem, ubrane tylko w koszulę w kropy. To nie był mój brat, nie znałem tego mężczyzny. Zwłoki były świeże, gdy je poruszyłem z ust i nosa wylała się czarna maź. Zostawiłem te zwłoki i przysypałem je trochę ziemią". Anonimowy rozmówca twierdzi, że za cmentarzem prawosławnym swe ofiary grzebało NKWD, a nie UB. Jak było naprawdę?

Często się słyszy o grzebaniu zwłok na placu za siedzibą UB na ulicy Mickiewicza. Ale UB miało w Białymstoku także inne siedziby, np. na ulicy Warszawskiej, gdzie w 1948 r. przetrzymywany był Józef Kownacki: "Zostaliśmy wyprowadzeni z celi i zaprowadzeni na plac znajdujący się na zapleczu aresztu. Kazano nam wykopać dół o wymiarach około 1 x 2 m i głębokości około 1,5 m. Na drugi dzień zauważyłem, że dół został zasypany. W celach rozeszła się pogłoska, że jeden z ubeków zabił podczas przesłuchania jakiegoś człowieka ze Starosielc i to jego zwłoki zakopano w tym dole".

Wiemy, że wiele szczątków ludzkich spoczywa także na terenie obecnego Aresztu Śledczego przy ulicy Kopernika. Mówią o tym dokumenty, liczni świadkowie, a także fakty, gdyż na terenie aresztu przy okazji prac ziemnych, remontów, odnajdywano czasem kości. Oto słowa więzionego tam w 1950 r. Edwarda Kuśnierskiego: "Jak wspiąłem się na kraty, to usłyszałem jakieś rozmowy. Wspiąłem się ale widziałem tylko głowy. Było tam około sześciu osób i zakopywali kogoś pod murem od wschodniej strony. Słyszałem jak ktoś mówił: głębiej kop, bo psy odgrzebią".

Ludzie składający relacje opowiadali również o egzekucjach. Anonimowy rozmówca mówił mi o spotkaniu z pewnym prokuratorem: "Pewnego razu miał on być obecny przy wykonaniu wyroku kary śmierci. Taki był obowiązek prokuratora. Jednak on nie był przy tym obecny, nie chciał. Wykonanie wyroku odbywało się wtedy po północy, a koło 5 rano wywożono zwłoki. Przed godziną 5 poszedł do piwnicy administracji sprawdzić, czy wyrok został wykonany, chciał zobaczyć trupa. Okazało się, że skazaniec przeżył. Gdy rano otworzyli drzwi, trup zwalił się na nich. Musiał być tylko postrzelony i jak kat wyszedł, chodził po piwnicy, pewnie szukał wyjścia. Uwiesił się na drzwiach wyjściowych i w takiej pozie zmarł, wisiał na drzwiach".

Wg Wincentego Tobiaszewskiego w 1946 r. w Białymstoku miało miejsce publiczne wykonanie kary śmierci w koszarach przy ulicy Bema: "To był chyba czerwiec, w każdym razie lato. Poszliśmy się pokąpać na Bażantarnię, tam był taki staw. Między ogródkami działkowymi a strzelnicą. Okazało się, że między stawem a strzelnicą są wbite w ziemię słupy. Wokół stało dużo wojska. Stał także pluton egzekucyjny. Potem przyprowadzono cztery osoby, w polskich mundurach. Przywiązano ich do pali. Oficer wydał komendę i pluton wykonał salwę. Po tej salwie dwóch skazańców od razu zwiesiło głowy. Jeden z pozostałych, pierwszy z lewej, krzyczał jeszcze <niech żyje Polska>. Podszedł do niego ten wojskowy oficer, który prowadził egzekucję i strzelił do niego w głowę z pistoletu. Wtedy i on zwiesił głowę do dołu. Podszedł do drugiego z lewej, popatrzył na niego i też do niego strzelił, bo on się chyba jeszcze ruszał. Dwóch po prawej nie dobijał, oni od razu zwiesili głowy. Wtedy ciała żołnierze odwiązali od pali i wrzucili na wóz, który odjechał w kierunku koszar". Nikt wcześniej nie wspominał o tym wydarzeniu. Czy znajdzie się ktoś, kto potwierdzi te informacje?

Cały czas czekamy na nowe informacje o miejscach pochówków ofiar zbrodni komunistycznych w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Jednocześnie dziękujemy wszystkim, którzy zdecydowali się podzielić ze nami swoją wiedzą.


Marcin Zwolski

PRZYWRÓĆMY IM PAMIĘĆ

Minęło niemal pół wieku. 48 lat temu w więzieniu w Białymstoku wykonano ostatni wyrok kary śmierci. Szczątki skazańca spoczęły w nieznanym miejscu. Na mocy niepisanego prawa, barbarzyńskiego zwyczaju białostockiej bezpieki, prochy ponad 250 więźniów zabitych tutaj z wyroków sądów Polski Ludowej, oraz setek zabitych w obławach lub zakatowanych w aresztach UB, rozrzucone są po białostockiej ziemi.

Niektóre ze zwłok ofiar zbrodni komunistycznych w Białymstoku spoczywają na cmentarzach. W latach 1944-1956 do nieoficjalnych pochówków były wykorzystywane tereny cmentarzy św. Rocha i farnego. Wiosną i latem 1946 r. funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa do grzebania swych ofiar wykorzystywali obszar położony za cmentarzem prawosławnym przy ulicy Wasilkowskiej. Były tam pozostałości po okopach i stanowiskach strzeleckich. W drugiej połowie maja 1946 r. zostały do nich wrzucone pierwsze ciała mordowanych przez bezpiekę. "Zapełnione" rowy były przykrywane słomą z samochodów (ciężarówki, którymi przywożono zwłoki wysłane były słomą, zmniejszało to ryzyko zabrudzenia samochodu krwią) oraz przysypywane warstwą ziemi, na tyle cienką, że zdarzył się przypadek rozgrzebania jednej z takich "mogił" przez psy. W lipcu 1946 r. wywiad WiN doliczył się osiemnastu "mogił" za cmentarzem prawosławnym. W każdej z nich była pochowana więcej niż jedna osoba. Tylko 25 maja przywieziono tu piętnaście zwłok. Ile w sumie ich tu leży?

Równolegle z zapleczem cmentarza prawosławnego do "tajemnych" pochówków był wykorzystywany rozległy obszar Lasu Solnickiego, między Białymstokiem a Olmontami. Wiele wskazuje na to, że były tu także wykonywane wyroki śmierci przez rozstrzelanie. Mieszkańcy Olmont wielokrotnie słyszeli strzały dochodzące z lasu. O rozstrzeliwaniu więźniów w tym lesie mówił także jeden ze strażników więzienia. Głównym miejscem wykonywania wyroków była wówczas piwnica budynku administracyjnego więzienia w Białymstoku. Można podejrzewać, że w Lesie Solnickim ginęły większe grupy skazańców, których rozstrzelanie pojedynczo w więziennej piwnicy byłoby pracochłonne i niewygodne. Las ten był pokryty siecią rowów i okopów, podobnie jak teren za cmentarzem prawosławnym, co pozwalało na łatwe dokonywanie pochówku, bez konieczności kopania dołów. Poza tym znajdowały się tu bunkry, które również można było w tym celu wykorzystać. Właśnie taki bunkier, mieszczący szczątki, wg szacunków wywiadu WiN, nawet do 90 osób, odkryli w październiku 1946 r. dwaj gajowi z Nadleśnictwa Dojlidy. Zarówno oni, jak i wielu mieszkańców byli zastraszani przez UB, aby nigdy o tym nie mówili. Dziś nie ma czego się bać! Nie chce się wierzyć, że nikt nie jest w stanie wskazać tego bunkra. Sprawa grobu odkrytego w 1995 r., z którego ekshumowano szczątki ośmiu osób dowodzi, że nawet po tylu latach można uchylić rąbka tajemnic skrywanych przez Las Solnicki.

Nie mamy dziś żadnych wątpliwości, że terenem wykorzystywanym do grzebania zmarłych i straconych w więzieniu był także Las Zwierzyniecki i ulokowany na jego terenie były cmentarz niemiecki - obecnie znajduje się tam siedziba Radia Białystok. W to miejsce trafiło prawdopodobnie od kilkunastu do kilkudziesięciu zwłok w latach 1947-1949. W latach 70. podczas prac budowlanych na terenie byłego cmentarza znajdowano prawdopodobnie szkielety ludzkie pochowane bez trumny. Może ktoś z pracujących przy budowie gmachu Radia potrafiłby powiedzieć więcej na ten temat?

Zwłoki ofiar komunistycznych represji przez cały okres 1944-1956 grzebano na terenie więzienia w Białymstoku, obecnie aresztu śledczego przy ulicy Kopernika i przyległego ogrodu więziennego. Dlaczego do pochówków wykorzystywano zamiennie teren więzienia i miejsca od niego oddalone? Trudno dziś ocenić to jednoznacznie, ale duże znaczenie mogła tu mieć pora roku. Zimą trudno było kopać doły, wszelkie zagłębienia terenu, jak np. rowy czy okopy, były zasypane śniegiem, poza tym na śniegu zostawały ślady, więc o tej porze roku wygodniej było grzebać na terenie więzienia i w ogrodzie więziennym, gdzie nie trzeba było przejmować się śladami, a najcięższe prace - kopanie dołów - mogli wykonać uwięzieni. Więźniowie z lat 1944-1945 wspominali wielokrotnie o kopaniu dołów na dziedzińcu więzienia a także o topieniu zwłok w więziennej toalecie, znajdującej się wówczas przy tylnym murze. W początkach marca 1946 r. okoliczni mieszkańcy widzieli jak w przywięziennym ogrodzie kopano rowy, które następnie zasypano. Wg raportu wywiadu WiN "nie ulega wątpliwości, że zasypywano ciała pomordowanych". Także zimą 1946/1947 r. słyszano o kopaniu grobów wzdłuż muru więziennego. Inspektor Departamentu Więziennictwa MSW wizytujący więzienie w Białymstoku w 1956 r. napisał w swym raporcie, że zwłoki więźniów straconych jak i zabitych podczas akcji organów bezpieczeństwa na terenie województwa białostockiego, były grzebane "na terenie przyległym do więzienia", "bez trumny", "w miejscach nieoznaczonych". Wg inspektora była to wieloletnia, utarta praktyka, ustalona z prokuratorem wojewódzkim.
W latach 70., podczas remontu suteren budynku administracyjnego więzienia, z piasku pod cienką prowizoryczną posadzką, więźniowie wygrzebali kilka ludzkich szkieletów. Wg świadków tego wydarzenia, została zawiadomiona prokuratura. Prokurator zabrał kości z budynku więziennego. Co się z nimi stało? Czy zostało przeprowadzone śledztwo w tej sprawie? Pomieszczenie, w którym wykopano ludzkie szczątki sąsiadowało prawdopodobnie z miejscem, gdzie wykonywano wyroki.

Od października 1949 r. istniała możliwość przekazywania zwłok więźnia straconego na mocy wyroku kary śmierci do zakładu naukowo-badawczego. UB z całą pewnością wykorzystywało ten legalny sposób na "pozbycie się" zwłok. Do dziś krążą opowieści o przekazaniu Akademii Medycznej ciała Kazimierza Kamieńskiego, "Huzara". Badając ten trop odkryłem jeden fakt przekazania zwłok więźnia straconego w więzieniu w Ełku do prosektorium Zakładu Anatomii Prawidłowej Akademii Medycznej w Białymstoku. Wypadek ten potwierdza, że przekazywanie szczątków ludzkich do zakładów naukowo-badawczych było przez białostocką bezpiekę praktykowane.

Wymienione wyżej miejsca nieoficjalnego grzebania ofiar białostockiego aparatu bezpieczeństwa z pewnością nie zamykają tego tematu. Wiemy o grzebaniu zwłok na terenie strzelnicy w Pietraszach, ale nie znamy żadnych szczegółów. Nie sprawdzone są pogłoski o wywożeniu "trupów" z białostockiego więzienia na bagna w Czerwonym Borze i w okolice Michałowa. Mówi się także o wykorzystywaniu przez UB masowych grobów z lat II wojny światowej, np. w Grabówce i o paleniu zwłok w piecach w siedzibie WUBP na ulicy Mickiewicza. Szef więziennictwa w województwie białostockim kpt. UB Leon Ozgowicz w listopadzie 1953 r. stwierdził, że zgodnie z ustaleniami z kierownictwem UB i Prokuratorem Wojskowym, w Białymstoku nie ma i nie było żadnych grobów osób straconych. Ich zwłoki "chowa się (...) tajnie (...) w miejscach niedostępnych dla osób cywilnych". Przyznał, że miejsc takich jest wiele.

Osobnym tematem, czekającym wciąż na swoich badaczy, jest kwestia odnalezienia miejsc, gdzie chowano szczątki ofiar samowolnych egzekucji w siedzibach UB w całym województwie białostockim. Takich egzekucji było wiele, jeszcze więcej osób nie wytrzymywało śledztwa i brutalnych przesłuchań. Jeden z funkcjonariuszy UB mówił po latach: "wiedziałem, że ówcześni szefowie WUBP w Białymstoku wydawali polecenia zaufanym funkcjonariuszom zlikwidowania niewygodnych świadków poprzez wywiezienie ich nocą w ustronne miejsce - przeważnie do lasu i po zabiciu zakopanie ich ciał w lasach, moczarach itp. W jednym przypadku sam byłem świadkiem". Były więc lasy, moczary... co jeszcze? Niektórzy historycy zajmujący się zbrodniami UB twierdzą, że wystarczy wiedzieć, gdzie na ubeckim podwórzu znajdowała się toaleta, aby rozpocząć ekshumację. O tej metodzie pozbywania się zwłok pomordowanych od zawsze krążyło mnóstwo plotek. Czy tylko plotek? Były szef UB w Augustowie Jan Szostak w 1952 r. został usunięty z funkcji przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Augustowie. W przypływie emocji powiedział wtedy: "jak trzeba było wieszać ludzi, strzelać ich oraz topić w ustępach to nikogo nie było, a teraz zasług jego tych nie bierze się pod uwagę".

W wielu polskich miejscowościach znane są dokładnie miejsca na cmentarzach, gdzie leżą szczątki ofiar komunistycznego reżimu. Naszym moralnym obowiązkiem jest wyznaczenie takich miejsc w Białymstoku, choćby symbolicznych. Jak widać, potencjalnych lokalizacji jest sporo.

Analiza dokumentacji, dat wykonywania wyroków kary śmierci oraz dat dokonywanych pochówków pozwala przypuszczać, że we wskazanych miejscach pochowano zwłoki następujących osób:

teren za cmentarzem prawosławnym:

  • Barłowicz Eugeniusz,
  • Boboryko Romuald,
  • Czygier Józef,
  • Dębowski Romuald,
  • Dudziński Czesław,
  • Filipionek Aleksander,
  • Gaślicki Józef,
  • Hańko Antoni,
  • Hańko Józef,
  • Jabłoński Julian,
  • Jackiewicz Edward,
  • Jerlecki Ryszard,
  • Kościołek Stefan,
  • Kościołek Tadeusz,
  • Kudzielanko Eugeniusz,
  • Markiewicz Władysław,
  • Michniewicz Jan,
  • Mróz Edward,
  • Ostrowski Józef,
  • Pluciński Marian,
  • Rzemieniecki Arkadiusz,
  • Sokołowski Antoni,
  • Stempkowski Eugeniusz,
  • Werpachowski Bernard,
  • Witek Czesław,
  • Witosławski Feliks,
  • Żynel Edmund

Las Solnicki (ekshumowani i przeniesieni na cmentarz wojskowy):

  • Awsiejew Leon,
  • Kosiński Witold,
  • Krasnodębski Marian,
  • Leszczyński Antoni,
  • Stefaniuk Mieczysław,
  • Sykucki Mieczysław,
  • Tkacz Edmund,
  • Zgierun Jan

dziedziniec na tyłach więzienia i przyległy ogród:

  • Bubieńczyk Bolesław,
  • Danowski Władysław,
  • Gordon Hieronim,
  • Hryszko Florian,
  • Hryszko Zygmunt,
  • Jastrzębski Jan,
  • Kalinowski Stanisław (Śmiały),
  • Kalinowski Stanisław (Wierzba),
  • Krasowski Kazimierz,
  • Lupa Stanisław,
  • Łosiewicz Władysław,
  • Łukasiewicz Stanisław,
  • Martyńczuk Antoni,
  • Michałowski Edward,
  • Murawski Jan,
  • Nowicki Jan,
  • Stępień Władysław,
  • Strzałkowski Adolf,
  • Toczydłowski Edward,
  • Tyszkiewicz Eugeniusz,
  • Wawiernia Zygmunt,
  • Zalewski Edward

(Białystok, budynek administracyjny więzienia)

(Protokół wykonania kary śmierci)

(Zezwolenie na pochowanie)

(Zwłoki partyzantów zabitych podczas obławy)

(Powyższe artykuły Marcina Zwolskiego, pracownika IPN w Białymstoku, pochodzą ze strony internetowej OBEP IPN)


< Powrót do strony głównej >


 

a