Bitwa z oddziałem NKWD i PUBP z Bielska Podlaskiego we wsi Bodaki - 17 maja 1945 rok

17 maja 1945 r. NKWD otoczyło wieś Bodaki, w której kwaterował 50-osobowy oddział Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem "Drzymały".

Por. Mieczysław Zawadzki ps. "Kafel" z Brańska, jeden z ostatnich uczestników tamtej bitwy, w 2004 roku, wspominał:

"Do oddziału partyzanckiego wstąpiłem na przełomie 1944/45 r. Miałem niespełna 20 lat. Brałem udział w rozbrajaniu posterunku MO w Wyszkach. Przed bitwą pod Bodakami stacjonowaliśmy w Bronce. W nocy furmankami przewieziono nas do Chojewa. Następnie pieszo poszliśmy w kierunku Bodak. Nikt nie wiedział gdzie idziemy, po co idziemy, to wszystko była tajemnica" - powiedział Mieczysław Zawadzki. "Zaszliśmy do Bodak, a tam było wesele. Część naszych żołnierzy rozlokowała się w okolicy miejsca, gdzie było wesele. Reszta, i ja z nimi, poszliśmy na koniec wsi. Rozlokowaliśmy się na kwaterze i położyliśmy się spać. W nocy przybiega ppor. pseudonim >Kruk< krzycząc >Alarm!<. Myślałem, że to próbny, ponieważ bardzo często je robiono, chcąc sprawdzić naszą sprawność bojową. Szybko zerwałem się z łóżka i wybiegłem na podwórze. Z każdej strony strzały, nie można się ruszyć. Po raz pierwszy widziałem taką siłę ognia. Strach było wystawiać głowę. Przeciwnik dysponował ogromną siłą ponad 350 ludzi i nieograniczoną ilością amunicji. Nas było 54 lub 56, a ich jak maku" - mówił Mieczysław Zawadzki. "Słyszę, że >Osa< - Józef Korzeniewski z Brańska dostaje burę od jakiegoś żołnierza NKWD - strielaj, poczemu nie strelajesz. Nieprzyjaciel wziął go za swojego. Pomylił się, ponieważ >Osa< był w sowieckim płaszczu. Po tak soczystym zaproszeniu >Osa< wysłał serię z rkm w kierunku ruska i chyba go uciszył" - powiedział "Kafel".

"W pewnym momencie siła ognia ze strony atakujących zmniejszyła się nieznacznie. Podnosimy głowy, chcąc dostać się bliżej krzaków. Wówczas >Kruk< krzyczy: >Pierwsza drużyna za mną, do ataku!<. Poderwaliśmy się do ataku i zobaczyłem rannego majora Stankiewicza, który został trafiony serią w pierś. Wziąłem go pod pachy i ciągnę przed sobą i jednocześnie strzelam. Podczołguję się, dalej leży Boguszewski, ps. >Bitny<. Pod gradem kul czołgamy się dalej w kierunku rzeki. Z rannymi przechodzimy przez rzekę. Udało się nam, ok. 10 ludzi z rannymi furmanką przez las dotarło do skraju wsi Pobikry. Z miejscowości Radziszewo Króle przywieźliśmy do poszkodowanych lekarza. Niestety, major zmarł w wyniku odniesionych ran. >Osa< zorganizował mu godny pochówek. Nasz oddział po bitwie podzielił się. Część wstąpiła do >Burego<, a część nie kontynuowała walki" - zakończył Mieczysław Zawadzki.

Helena Zieleniecka (Korzeniecka) była w tamtych czasach małą ośmioletnią dziewczynką. Mieszkała razem z rodzicami we wsi Wojtki. Jej wspomnienia są następujące: "To była noc 17 czy 18 maja, godzina 1-2. Tato przyszedł do domu i powiadomił mamę o tym, że do naszej stodoły przywieźli żołnierzy zabitych pod Bodakami. Ja byłam bardzo ciekawa, co się dzieje i chciałam to zobaczyć. Ojciec początkowo nie pozwalał, ale w końcu uległ. W stodole leżeli poubierani w zielone ubrania - to tylko pamiętam" - powiedziała Helena Zieleniecka. "Pamiętam także, że pomagała moim rodzicom kobieta, która była w organizacji, o pseudonimie >Zośka<. Żyje do dziś i nazywa się Cezaria Śliwińska" - dodała Zieleniecka. "Mój ojciec został zamordowany za swoje czyny przez UB w Gdańsku i tam jest pochowany".

Fragment sprawozdania z działalności na terenie województwa białostockiego z dnia 17 maja 1945 roku, sporządzonego w PUBP w Bielsku Podlaskim, poszerza nieco obraz wydarzeń jakie miały wówczas miejsce: ,,(...) Ze strony dowództwa naszej grupy był dany rozkaz - natychmiast otoczyć wieś i otworzyć ogień. Żołnierze nasi z nadzwyczajną dyscypliną, energią, odwagą i zapałem, podporządkowali się rozkazowi i zajęli swoje stanowiska. Rozpoczęła się zacięta walka, bandyci zaczęli stawiać znaczny opór. Wtedy nasze dowództwo dało rozkaz podpalić wieś. Rozkaz był natychmiast wykonany, wieś znalazła się w pomieniach. Walka przybierała coraz gwałtowniejszy charakter, ponieważ do walki przeciwko nam przystąpiła ludność wsi, tym samym zaliczamy ich do bandytów (...)''

Na cmentarzu, przy kościele parafialnym w Klichach, znajduje się mogiła 22 poległych żołnierzy pod Bodakami.


(opracowano na podstawie edycji podlaskiej tygodnika ''Niedziela'' z 2004 r. )


< Powrót do strony głównej >

a