Franciszek Hołota ,,Mały''

Powojenna historia Polski obfitowała w szereg tragicznych wydarzeń z udziałem polskich patriotów. W wielu wypadkach nie chcieli oni podporządkować się władzy zależnej od Moskwy, za co byli prześladowani, a często też mordowani. Jednym z nich jest żołnierz poakowskiego podziemia Franciszek Hołota ps. "Mały".

Był rok 1947. Władza ludowa umacniała swoją pozycję na ziemiach polskich, opierając się na fałszerstwach i stosując terror wobec przeciwników politycznych. Na skutek aktu "dobrej woli", jakim dla ludzi podziemia niepodległościowego miała być ogłoszona 22 lutego 1947 r. ustawa amnestyjna, blisko 90 proc. żołnierzy pionu poakowskiego zdecydowało się ujawnić. W efekcie był to jednak cios wymierzony w podziemie, w wyniku którego Okręg Lublin formalnie przestał istnieć.
Wielu żołnierzy, którzy zdecydowali się ujawnić, zgodnie z obietnicą pomysłodawców ustawy amnestyjnej chciało rozpocząć normalne życie w nowej rzeczywistości. Szybko jednak się okazało, że władza ludowa blefowała i mimo deklaracji nie była skłonna wybaczyć przynależności do podziemnych organizacji niepodległościowych. W kwietniu 1947 r. rozpoczęły się aresztowania i egzekucje tych, którzy zaufali komunistom. Dla wielu członków podziemia nie był to jednak koniec konspiracji. Na Lubelszczyźnie walkę kontynuował m.in. oddział dowodzony przez Zdzisława Brońskiego ps. "Uskok". Dowódcą jednego z patroli był Józef Franczak ps. "Lalek", ,,Laluś'' ,ostatni żołnierz podziemia niepodległościowego. Zginął on w 1963 r., 18 lat po zakończeniu II wojny światowej, w wyniku obławy, jaką urządzili funkcjonariusze ZOMO i Służby Bezpieczeństwa. Pod swoją komendą "Lalek" miał trzech lub czterech partyzantów. Wśród nich był Franciszek Hołota, którego okoliczności śmierci, jak i pochówku do końca stanowiły dla funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa nierozwiązaną zagadkę.

"Kadrowy bandyta"

Franciszek Hołota urodził się 2 kwietnia 1920 r. w kolonii Żuków na Lubelszczyźnie. Z chwilą, kiedy wojska hitlerowskie zajęły Polskę, dwudziestoletni Franek - chłopak skłonny do brawury, o nieprzeciętnych zdolnościach przywódczych - wstąpił do podziemnej organizacji Związek Walki Zbrojnej. Po tzw. wyzwoleniu przez wojska sowieckie wsławił się m.in. uwolnieniem aresztowanych przez Sowietów działaczy polskiego podziemia. Po wojnie, podobnie jak wielu poakowskich żołnierzy na Lubelszczyźnie, nie zamierzał poddać się "dyktatowi władzy ludowej". W oczach komunistów zyskał miano "kadrowego bandyty", którego należało schwytać za wszelką cenę.
W czerwcu 1946 r. dom rodzinny Franciszka Hołoty został okrążony przez funkcjonariuszy UB. W wyniku przeprowadzanej akcji Hołota wraz z ukrywającym się "Lalkiem" zostali aresztowani. Wspólnie z innymi pojmanymi w miejscowościach Antoniówka i kolonii Żuków przewieziono ich do Bychawy, skąd mieli zostać odtransportowani do Lublina. W czasie przejazdu w okolicach Dominowa aresztanci obezwładnili eskortujących ich ubeków, zabierając im broń. Podczas strzelaniny, jaka się wywiązała, zabili pięciu funkcjonariuszy, trzech ciężko ranili, po czym uciekli. Wkrótce po tym wydarzeniu około drugiej w nocy "Mały" pojawił się w domu rodzinnym, by ostrzec ojca przed skutkami brawurowej ucieczki.
Na konsekwencje nie trzeba było długo czekać. Już o godz. 3.30 w rodzinnym domu Hołotów pojawili się funkcjonariusze UB i ORMO. Aresztowali ojca Franciszka Hołotę, matkę Klementynę i siostrę Annę, której jednak udało się zbiec, podczas gdy ubecy zajęci byli plądrowaniem i rabowaniem majątku Hołotów. W ten sposób siostra "Małego" uniknęła pobytu w więzieniu, w którym ich rodzice przebywali trzy miesiące. Opuszczenie murów więziennych nie oznaczało jednak dla Franciszka i Klementyny odzyskania pełnej wolności. Wciąż odczuwali bowiem "zainteresowanie" ze strony funkcjonariuszy UB, którzy stale deptali im po piętach, często odwiedzając dom pod byle pretekstem. W trakcie tych "wizyt" pod pozorem poszukiwania broni wybijali okna w budynku mieszkalnym, rozbijali meble, zrzucali dachy. Zdewastowany dom nie nadawał się do normalnej egzystencji, dlatego rodzina zmuszona była czasowo zamieszkiwać u sąsiadów. Różnorodne formy agresji wobec krewnych nieuchwytnego partyzanta nie były jednak dla funkcjonariuszy wystarczające. Ponownie zabrano więc Franciszka Hołotę - ojca, tym razem na posterunek do Krzczonowa. Tam został skatowany do nieprzytomności, a następnego dnia wywieziony do Bychawy, gdzie był przetrzymywany około 2 tygodni.
Te i inne działania organów ścigania wobec rodziny niepokornego żołnierza podziemia trwały do jesieni 1948 r., czyli do momentu, kiedy UB dowiedział się o śmierci Franciszka Hołoty - syna. Przypadki nachodzenia jego rodziny jednak nie ustały, ubeków interesowało bowiem miejsce pochówku "Małego". Aby uzyskać informacje, aresztowano nawet męża jego siostry Anny, Władysława Nogę.

W potrzasku

W maju 1948 r. "Lalek" wraz ze swoimi podkomendnymi: Franciszkiem Hołotą, Jerzym Marciniakiem ps. "Sęk", Janem Osmolińskim ps. "Pomidorek" i Walerianem Gosiem ps. "Walerek", jechał na spotkanie z "Uskokiem". Miało się ono odbyć nieopodal wsi Cyganka w powiecie łęczyńskim. Po drodze UB urządził jednak zasadzkę. W wyniku ostrzału na miejscu zginęli "Walerek" i "Pomidorek". Tylko "Małemu", mimo odniesionych ran, udało się zbiec. Obchodząc obławę, poważnie ranny partyzant dojechał do kolegi w Krzczonowie, gdzie przez trzy dni ukrywał się w stodole. Dopiero po tym czasie, wykorzystując głośną grę orkiestry podczas niedzielnej zabawy, koledzy przenieśli rannego partyzanta w inne miejsce, a następnie przetransportowali go do Stryjna, do brata Józefa Hołoty. Jednak ukrywanie rannego partyzanta, poszukiwanego przez UB, w wiejskich zabudowaniach, stawało się coraz bardziej niebezpieczne. Dlatego "Mały", przestrzegając zasad konspiracji, a jednocześnie w obawie przed poszukiwaniami ze strony UB, był zmuszony do częstej zmiany miejsca swojego pobytu. Przez pewien czas przebywał we wsi Żegotów oraz w kamieniołomach. Z czasem stan zdrowia rannego uległ jednak pogorszeniu.
Z kamieniołomów brat przewiózł "Małego" do szpitala w Jaszczowie, w powiecie łęczyńskim. Mimo tygodniowego pobytu w tej placówce stan jego zdrowia pogorszył się na tyle, że doktor Dobrowolski, który opiekował się rannym, polecił odesłać go do Warszawy. Dnia 14 sierpnia 1948 r. siostry Anna i Janina zawiozły koleją przebranego za kobietę Franciszka Hołotę do Warszawy i umieściły go w szpitalu Świętego Ducha, gdzie zmarł 17 sierpnia 1948 roku. Franciszek Hołota został pochowany przez siostrę Annę w Warszawie na cmentarzu na Bródnie pod fałszywym nazwiskiem. Siostra - sanitariuszka i łączniczka, również zaangażowana w struktury podziemia niepodległościowego, mając świadomość zagrożenia, jakim byłoby podanie nazwiska poszukiwanego przez UB partyzanta, dopełniając formalności związanych z pochówkiem, zmieniła wszystkie jego dane. Tym sposobem Franciszek Hołota został pochowany jako Feliks Miksza. Dokumenty - skrócony odpis aktu zgonu, zaświadczenie z Rejonowej Komendy Uzupełnień i zaświadczenie o pochówku, wszystkie na nazwisko Miksza, siostra Franciszka Hołoty wraz z ojcem zakopali w butelce, aby nie dostały się w niepowołane ręce. Wydobyte po latach stanowią dokument historyczny, który potwierdza realia tamtych czasów.
Warto też wspomnieć, że materiały dotyczące okoliczności śmierci Franciszka Hołoty, które znajdują się w zasobach lubelskiego Instytutu Pamięci Narodowej, zawierają pewne nieścisłości. Może to świadczyć o tym, że wiedza, jaką posiadali funkcjonariusze UB w tym względzie, była niedostateczna.

(Na podstawie artykułu Wioletty Gut ,,Nieznane losy Franka Hołoty z oddziału ''Lalka''. Oni się nie poddali'')


< Powrót do strony głównej >


 

a