Henryk Antoni Flame, ps. "Grot", "Bartek"

Henryk Antoni Flame, ps. "Grot", "Bartek", (ur. 19 stycznia 1918 we Frysztacie na Zaolziu, zm. 1 grudnia 1947), pilot wojskowy, żołnierz NSZ. Był synem Emeryka i Marii z domu Raszyk. W 1919 roku rodzina Flame przeniosła się do Czechowic znajdujących się w granicach II Rzeczpospolitej. Wykształcenie zdobył w miejscowym gimnazjum i w Szkole Przemysłowej w Bielsku. W 1936 roku wstąpił na ochotnika do wojska rozpoczynając naukę w Szkole Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich w Bydgoszczy, którą ukończył w roku 1939 w stopniu kaprala pilota dostając przydział do 123 eskadry 2 pułku lotniczego stacjonującego na lotnisku w podkrakowskich Rakowicach.

W kampanii wrześniowej, jako pilot 123 eskadry myśliwskiej przydzielonej do Brygady Pościgowej, Henryk Flame, bronił nieba nad Warszawą przed samolotami wroga. 1 września w okolicach Zakroczyna doszło do pierwszej bitwy powietrznej II wojny światowej, w wyniku której maszyna kpr. Flame została zestrzelona, a on sam od tej pory znajdował się w dyspozycji prezydenta Warszawy, Stefana Starzyńskiego. Z 6 na 7 września 123 eskadra została wycofana z Warszawy na podlubelskie lotniska, a 17 września jej żołnierze przekroczyli granicę rumuńską. W tym czasie Henryk Flame dostał prawdopodobnie przydział do nowo sformowanej Eskadry Rozpoznawczej operującej na linii Lwów-Zaleszczyki.

Po 17 września został zestrzelony przez Rosjan w okolicach Stanisławowa po czym zorganizował z luźnych grup żołnierzy z rozbitych jednostek konwój, który pod koniec września przekroczył granicę z Węgrami. Na Węgrzech Flame wraz z innymi żołnierzami został internowany i osadzony w tymczasowym obozie, z którego jednak szybko uciekł. Ukrywając się u węgierskiego gospodarza został zadenuncjowany i przekazany władzom niemieckim, które umieściły zbiega w obozie jenieckim zlokalizowanym na ziemiach austriackich wcielonych do III Rzeszy. W 2. połowie 1940 roku, dzięki interwencji rodziny, Flame został wypuszczony z obozu (historycy o orientacji lewicowej, uważają, że kluczową rolę w wypuszczeniu Flamego z obozu, odegrał fakt podpisania przez niego Volkslisty). Po powrocie do Czechowic, Henryk Flame, podjął pracę jako maszynista na miejscowej kolei i związał się jednocześnie z niepodległościową konspiracją.

Założył organizację HAK podległą AK, która zajmowała się wywiadem i sabotażem. Na przełomie roku 1943 i 1944, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, wraz z podkomendnymi uciekł do lasu, gdzie zorganizował samodzielny oddział partyzancki operujący w podbeskidzkich lasach. Zauważony przez dowództwo NSZ otrzymał propozycję wejścia w raz z oddziałem w szeregi tej organizacji, z której to propozycji skorzystał i w październiku 1944 roku został zaprzysiężony na żołnierza NSZ.

12 lutego 1945 roku Czechowice zostały wyzwolone przez Armię Czerwoną, a Flame, realizując zalecenia dowództwa NSZ, ujawnił się, i wraz z oddziałem, zachowując konspiracyjne struktury, oddał się do dyspozycji "władzy ludowej" i wbrew protestom miejscowych komunistów, objął stanowisko komendanta miejscowego komisariatu MO. W dalszym ciągu realizując wytyczne dowództwa NSZ, Flame obsadził swoimi ludźmi komisariat i podległe mu jednostki, a także gromadził wokół siebie ludzi opozycyjnie nastawionych do komunistów gromadzić jednocześnie broń przygotowując się do nieuchronnej konfrontacji z komunistami.

W kwietniu 1945 roku, kolejny raz, jak za okupacji niemieckiej, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, Flame uciekł ze swoimi ludźmi w pobliskie lasy. Od tej pory Flame zaczął występować jako "Bartek" odtwarzając oddziały partyzanckie VII Okręgu Śląsko-Cieszyńskiego NSZ rozpoczynając tym samym "drugą konspirację". Od maja 1945 roku do lutego roku 1947 Henryk Flame stał na czele największego zgrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim, którego liczebność, w szczytowym okresie, wynosiła ponad 300 dobrze uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy. Składające się z kilku oddziałów zgrupowanie przeprowadziło łącznie około 340 akcji zbrojnych. Do największego wystąpienia zgrupowania pod dowództwem Flamego należało zajęcie 3 maja 1946 roku małej, uzdrowiskowej miejscowości Wisły, w której przeprowadził, na oczach sterroryzowanych komunistów, kilkugodzinną defilady w pełni umundurowanych i uzbrojonych żołnierzy NSZ, co było ewenementem w państwach "władzy ludowej". W okresie tym Flame otrzymał stopień kapitana NSZ i przydomek "Króla Podbeskidzia" będąc największym postrachem komunistów na Śląsku Cieszyńskim.

We wrześniu 1946 roku, w wyniku ubeckiej prowokacji, co najmniej 167 żołnierzy zgrupowania "Bartka" zostało wywiezionych na Opolszczyznę i zamordowanych (według najnowszych przypuszczeń ten masowy mord miał miejsce w lasach w okolicach wsi Barut). Od tego czasu zgrupowanie pod dowództwem Flamego zaczęło tracić inicjatywę kosztem komunistów, którzy w licznych obławach dziesiątkowali oddziały podległe "Bartkowi".

W obliczu beznadziejnej sytuacji Flame podjął decyzję o ujawnieniu się przy najbliższej okazji, którą stała się uchwalona przez sejm na dzień 22 lutego 1947 roku amnestia. Sam "Bartek" z najbliższym otoczeniem ujawnił się dopiero 11 marca 1947 roku w Cieszynie. Był to dla komunistów ogromny sukces, który jednak przyćmiewał fakt, że Flame, ujawniając się na mocy amnestii, był bezkarny, a według nich musiał ponieść karę. Komuniści rozpoczęli więc kolejną prowokację mającą na celu "ukaranie" Flamego. Ponoć nieoficjalny wyrok śmierci na "Bartka" wydał sam Bierut, który nie mógł znieść myśli o przemarszu ludzi z NSZ przed posterunkiem MO w Wiśle.

Do skrytobójczego zamachu na Flamego doszło 1 grudnia 1947 roku w Zabrzegu pod Czechowicami. Zamachowcem był miejscowy milicjant Rudolf Dadak, który nigdy nie został osądzony za swoją zbrodnię, tak samo jak inspiratorzy zamachu, mimo prowadzonego śledztwa, nie zostali ujawnieni i postawieni przed sądem.

(źródło: Tomasz Greniuch, www.endecja.pl)


Zgrupowanie NSZ Henryka Flamego "Bartka" (1945-1947)

Teren Górnego Śląska z racji silnego zurbanizowania i rozbudowanej liczebnie sieci terenowych jednostek UB po II wojnie światowej nie sprzyjał tworzeniu dużych oddziałów partyzanckich. Jedynie na południu województwa śląskiego w rejonie Bielska i Cieszyna na Podbeskidziu, gdzie istniały większe kompleksy lasów, mogli swobodnie operować "leśni ludzie".
Największe powojenne zgrupowanie partyzanckie na tym terenie dowodzone było przez Henryka Flamego "Bartka" i liczyło w pierwszej połowie 1946 r. prawdopodobnie ponad 200 partyzantów. Ich działalność skutecznie zahamowała rozwój PPR i przysporzyła olbrzymich problemów tworzącej się "władzy ludowej".

Skromne początki

Henryk Flame "Bartek" (1918-1947) był podoficerem wojsk lotniczych. Podczas kampanii wrześniowej służył w II Dywizjonie Lotniczym. Internowany na Węgrzech zbiegł i powrócił w rodzinne strony do Czechowic. Od 1944 r. związał się z ruchem narodowym, pozyskany do NSZ przez szefa Wydziału I Komendy Okręgu Krakowskiego NSZ, Franciszka Wąsa "Warmińskiego". Dowodził wtedy niewielkim kilkuosobowym oddziałem partyzanckim. W momencie przejścia frontu, w styczniu 1945 r., razem ze swymi podwładnymi aktywnie zaangażował się w walkę z okupantem, ostrzeliwując wycofujących się Niemców. Partyzanci zostali nawet okrążeni przez jednostkę Armii Czerwonej i po wyjaśnieniu, kim są, i odebraniu broni, puszczono ich wolno. Wkroczenie Sowietów i początki "władzy ludowej" dla "Bartka" oznaczało nową okupację i kolejny etap walki.

Komuna u władzy i co dalej?

Na przełomie 1944 i 1945 r. na Podbeskidzie przybyli dwaj oficerowie Krakowskiego Okręgu NSZ: Franciszek Wąs "Warmiński" oraz Jerzy Wojciechowski "Om". Stali się oni organizatorami powojennej konspiracji NSZ na tym terenie. Oddział "Bartka" podporządkował się przybyszom z Krakowa, a Henryk Flame składał raporty Jerzemu Wojciechowskiemu. Ten ostatni miał duży wpływ na historię tego oddziału. Był oficerem Akcji Specjalnej NSZ z czasów okupacji niemieckiej na Kielecczyźnie i postanowił podkomendnych "Bartka" przekształcić w tzw. drużynę Pogotowia Akcji Specjalnej (PAS). Miał to być niewielki oddział, doskonale uzbrojony i wyszkolony, który zająłby się zdobywaniem gotówki i broni na potrzeby NSZ oraz likwidowaniem najbardziej gorliwych zwolenników "nowej władzy", a także zdrajców z własnych szeregów. Był to wyraz taktyki przyjętej przez NSZ po wojnie, polegającej na tworzeniu sieci kadrowej i minimalizacji aktywności oddziałów leśnych na rzecz takich właśnie wyspecjalizowanych drużyn PAS. Po krótkiej służbie "Bartka" i jego podkomendnych w MO w Dziedzicach zagrożeni aresztowaniem już w kwietniu 1945 r. postanowili powrócić do podziemnej działalności zbrojnej. Od samego początku byli przy Henryku Flamem jego najbliżsi współpracownicy, np. Jan Przewoźnik "Ryś", Rudolf Niesytko "Ignac" czy też Józef Kołodziej "Wichura". Od maja 1945 r., gdy uformował się sztab VII Śląskiego Okręgu NSZ w Katowicach ze Stanisławem Salskim na czele, cała konspiracja podbeskidzka NSZ, w tym oddział "Bartka", została mu podporządkowana.

Kluczowe decyzje. Jesień 1945 r.

Jesień 1945 r. miała dla oddziału "Bartka" duże znaczenie. Sztab VII Okręgu NSZ z niepokojem patrzył na szybki rozrost liczebny sił partyzanckich i chciał je zredukować, przerzucając część partyzantów w rejon Białostocczyzny. Na tym tle doszło do konfliktu z Jerzym Wojciechowskim "Omem" opiekującym się oddziałem, który zerwał łączność ze sztabem w Katowicach i w październiku 1945 r. wyjechał na Zachód, pragnąc przygotować drogę przerzutu partyzantów z okolic Bielska i Cieszyna do wojsk Andersa. Miało to kluczowe znaczenie w sytuacji, gdy UB rozbił sztab NSZ w Katowicach i trop wiodący na południe województwa śląskiego urwał się w związku z wyjazdem "Oma". W ten sposób podbeskidzcy partyzanci uratowali się z fali aresztowań, jaka ogarnęła struktury NSZ na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim. Prawie równocześnie Henryk Flame podzielił swój oddział na mniejsze drużyny, przypisując im rejony działania, sam zachowując ogólne zwierzchnictwo. Na ich czele stanęli: Antoni Biegun "Sztubak", Zdzisław Kraus "Adrus", Edward Michalik "Kanar", Gustaw Matuszny "Orzeł Biały", Romuald Czarnecki "Pikolo", Leopold Siekliński "Poldek", Ludwik Byrski "Żbik", Józef Kołodziej "Wichura", Stanisław Włoch "Lis" i Józef Rauer "Bajan". Zima stała się okresem organizacji poszczególnych drużyn i rekrutacji nowych partyzantów. Lokalne komórki UB z Bielska i Cieszyna raportowały do WUBP Katowice, że poradziły sobie z partyzantką NSZ na swym terenie. Wiosna 1946 r. miała pokazać, jak bardzo się mylili.

Akcje i kontrakcje

Trudno wymienić wszystkie akcje bojowe Zgrupowania NSZ liczącego w sumie ponad 200 partyzantów. Już w maju 1945 r. rozbito placówkę UB i posterunek MO w Zabrzegu (wkrótce zresztą ponownie rozbity). Oddział dowodzony przez "Bartka" zdobył jesienią 1945 r. posterunek MO w Górkach Małych, a grupa "Sztubaka", bardzo aktywna na Żywiecczyźnie, posterunek MO w Milówce. Prowadzono też akcje likwidacyjne funkcjonariuszy UB i karano członków PPR, skutecznie hamując rozwój tej partii na Podbeskidziu. Pierwsza połowa 1946 r. pokazała siłę partyzantów i bezradność miejscowych placówek UB, MO oraz KBW. Partyzanci rozbili m.in. posterunki MO w Górkach Małych, Zabrzegu, Komorowicach Krakowskich, Rudzicy, Strumieniu, Międzyrzeczu, Jeleśni, Chybiu, Pruchnej, Kończycach Wielskich. Ukoronowaniem tych działań było wydarzenie w Wiśle 3 maja 1946 r. Tego dnia ponad 100 kompletnie uzbrojonych i umundurowanych partyzantów pod dowództwem Henryka Flamego opanowało tę miejscowość i urządziło w niej defiladę. Był to dla "władzy ludowej" sygnał alarmowy, że sytuacja na południu województwa śląskiego była krytyczna.

"Lawina" śmierci

Wszelkie próby penetracji agenturalnej oddziałów NSZ prowadzone przez placówki lokalne UB nie przynosiły większych efektów, poza aresztowaniem pojedynczych żołnierzy NSZ. W ramach operacji MBP pod kryptonimem "Pająki", polegającej na stworzeniu prowokacyjnej, kierowanej przez agentów UB organizacji pod nazwą Śląskie Siły Zbrojne (ŚSZ), trafiono w połowie 1946 r. na ślad Franciszka Wąsa, którego pozyskano do współpracy z tą organizacją. To on wskazał Henrykowi Wendrowskiemu i Czesławowi Krupowiesowi, rzekomym oficerom ŚSZ, a w rzeczywistości funkcjonariuszom MBP, drogę do sztabu Zgrupowana NSZ na Podbeskidziu. Konsekwencją tego było spotkanie Wendrowskiego z "Bartkiem" na Baraniej Górze 7 sierpnia 1946 r., gdzie ten pierwszy wydał rozkaz przygotowania przerzutu części partyzantów z okolic Bielska i Cieszyna w rejon Jeleniej Góry. Tak rodziła się tzw. operacja "Lawina", w wyniku której we wrześniu 1946 r. w trzech transportach przewieziono na teren Śląska Opolskiego i wymordowano ponad 100 podkomendnych "Bartka". Do dziś trwa śledztwo, w ramach którego próbuje się ustalić miejsce śmierci i wiecznego spoczynku tych ludzi. Najczęściej wymienia się miejscowość Barut lub okolice Łambinowic.

Smutny koniec

Wymordowanie najlepszych partyzantów przez UB było dla Zgrupowania NSZ dowodzonego przez Henryka Flamego ciosem, po którym nie mogło się już podnieść. Resztki oddziału na czele z "Bartkiem" ujawniły się w ramach akcji amnestyjnej w 1947 r. Dopełnieniem tragicznych losów tego oddziału była śmierć jego dowódcy. Już po ujawnieniu został on zamordowany 1 grudnia 1947 r. w restauracji w Zabrzegu przez milicjanta Rudolfa Dadaka.

(Dariusz Węgrzyn, IPN Katowice)


Zobacz również:

  • Artykuły dostępne na naszej stronie dotyczące NSZ i NZW - czytaj...

 

< Powrót do strony głównej >


 

a