Rozbicie PUBP we Włodawie 22 października 1946 r.

22 października 1946 r. miała miejsce jedna z najbardziej spektakularnych akcji "Jastrzębia" (brata Edwarda Taraszkiewicza ,,Żelaznego'' ) ,który dowodził oddziałem partyzanckim do czasu śmierci w styczniu 1947 r. ) . W tym dniu połączone oddziały WiN "Jastrzębia" i "Ordona" rozbiły Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie. 20 października "Jastrząb" zebrał kadrowych członków oddziału oraz ludzi z placówek obwodu, w sumie 65 osób. Akcje rozpoczęło zarekwirowanie autobusu i ciężarówki - kilkadziesiąt km od Włodawy.

Dysponując dwoma pojazdami, rankiem 22 października, "Jastrząb" podzielił swoje zgrupowanie na dwie części. On sam z częścią oddziału pojechał do Milejowa, gdzie rozbroił posterunek MO. Reszta zgrupowania, z "Żelaznym" i "Ordonem" na czele, w tym samym czasie rozbroiła milicjantów w Łęcznej oraz zamieniła wysłużony autobus na sprawniejszą ciężarówkę. Obydwu tych akcji dokonano w celu odciągnięcia uwagi bezpieki od Włodawy. Następnie obydwie grupy ponownie się połączyły i wspólnie rozbroiły milicję w Cycowie. Stamtąd partyzanci skierowali się prosto do Włodawy, po drodze rekwirując jeszcze jedną ciężarówkę. Dopiero tuż pod miastem "Jastrząb" zrobił krótka zbiórkę oddziału, na której wyjawił swym ludziom cel uderzenia. We wtorkowy wieczór, 22 października 1946 r. samochody wjechały do miasta. Albin Bojczuk "Lew", Zdzisław Pogonowski "Szakal" i dwóch innych partyzantów zostało wysłanych, by zająć centralę telefoniczną i przerwać łączność. W obrębie rynku, jadący w pierwszym samochodzie "Jastrząb" dostrzegł idącego znajomego ubeka. Okazał się nim Leon Zubiak, jeden z tych, którzy brali udział w obławie i aresztowaniach w Lipniaku. Ubek został rozbrojony, wciągnięty do samochodu i zlikwidowany.

(Budynek, w którym w 1946 r. mieścił się Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie. Zdjęcie
pochodzi z lat 80-tych, gdy miały tam siedzibę Służba Bezpieczeństwa i Komenda Powiatowa Milicji Obywatelskiej)

Po tym zdarzeniu cała kolumna skierowała się do Powiatowej Komendy MO, którą opanowano bez walki. Zaskoczenie było pełne. Trzy samochody podjeżdżające tak oficjalnie przed budynek, w przeświadczeniu milicjantów mogły być tylko kolumną wojska. Załoga komendy została rozbrojona i powierzona "opiece" siedmiu partyzantów. Samochody ruszyły teraz w kierunku budynku PUBP. Ciężarówki zajechały przed główne wejście. Wartownik próbował zatrzymać idącego ku drzwiom "Jastrzębia", lecz ten krzyknął na niego: "Stań na baczność, durniu! Nie widzisz, że my z Chełma?" Nim zdezorientowany wartownik połapał się w sytuacji, został rozbrojony przez partyzantów. Funkcjonariusze UB właśnie spożywali kolację, kiedy "Jastrząb", nie wzbudzając żadnej reakcji, wszedł na stołówkę. Zatrzymał się tuż za drzwiami, czekając na wejście swych ludzi. Nagle jeden z zatrzymanych w akcji pod Pieszowolą ubeków, Stefan Pietrykowski, rozpoznał "Jastrzębia". Część funkcjonariuszy sięgnęła po broń. Rozpoczęła się strzelanina. Zablokowawszy ogniem broni maszynowej grupę "bezpieczniaków" w stołówce, większość oddziału ruszyła pod główny gmach, z którego okien również zaczęto strzelać. Po krótkiej walce sforsowano drzwi, po czym uwolniono więźniów. Nie udało się zdobyć górnych pięter budynku, ponieważ wysadzając drzwi wejściowe założono zbyt silny ładunek wybuchowy, co doprowadziło do zawalenia się klatki schodowej. Wycofujący się partyzanci zostali nieoczekiwanie ostrzelani z boku przez spieszący w sukurs UB pododdział 49 pp "ludowego" WP. Pod ogniem wojska żołnierze WiN wycofali się, wykorzystując jedną ciężarówkę. W akcji poległo dwóch partyzantów, NN "Śmigły" i Wacław Kondracki "Sybirak". Ze strony UB poległo 3 funkcjonariuszy oraz Wołodymyr Fedoszczenko ps. "Czumak", referent propagandy I rejonu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, który zdezerterował i podjął współpracę z PUBP we Włodawie. Oddział "Jastrzębia" uwolnił około 100 więźniów. W drodze powrotnej oddział natknął się w okolicach wsi Kołacze się na 10-osobową grupę żołnierzy z 49 p.p., którym zabrano amunicję, pozostawiając jednak broń, co może wskazywać, że "Jastrząb" wiedział już o konsekwencjach jakie spadły na żołnierzy 53 pp po rozbrojeniu ich pod Pieszowolą.

Zasadzka pod Pieszowolą

Zasadzka pod Pieszowolą warta jest dokładniejszego opisania. Jakkolwiek zachowanie się wojska w stosunku do partyzantów nie dziwi, gdyż w latach 1945-1946 wojsko dość często uchylało się od walki z leśnymi (np. pod Marianką w lutym 1946 r.), jednak losy rozbrojonych żołnierzy 53 pp doskonale ilustrują metody, jakimi komuniści "utrwalali władzę ludową". Szef WUBP w Lublinie Franciszek Piątkowski w raporcie specjalnym Nr 0170/46 mówiącym "o poddaniu się wojska z 53 pp bez walki bandytom w pow. Włodawa", skierowanym do Departamentu III MBP, meldował:
"W dniu 8-VII-46 r. powracająca grupa oper. Wojska Polskiego 53 pp wraz z trzema prac[ownikami] Bezpieczeństwa w sile 66 ludzi jadąca na trzech ciężarowych samochodach została zatrzymana na zasadzce przez bandytów. Zasadzkę założyli bandyci z bandy "Jastrzębia" niedaleko wsi Pieszowola Gm. Wołoskowola. Jadących zatrzymał jeden z bandytów wychodząc z krzaków z okrzykiem w stronę żołnierzy "Stać!" "nie strzelać". Samochody z wojskiem zatrzymali się, bandyci dla postrachu wystrzelili serię z R.K.M. nad głowami wojska. Porucznik Turek z W.P. wystrzelił z pistoletu i wydał rozkaz żołnierzom "ognia", lecz wojsko rozkazu nie usłuchało i bez oddania choćby jednego strzału i oporu pozwoliło się rozbroić bandzie. Bandyci zabrali żołnierzom 7 RKM "Diekterowa" wraz z amunicją, oraz 110 szt. granatów, radiostację i karabiny. Karabiny ręczne bandyci zwrócili żołnierzom, uwalniając ich. Bandyci zapytali żołnierzy kto wśród nich jest z Bezpieczeństwa, żołnierze wskazali prac. Bezp. Pietrykowskiego Stefana, Jakubowicza Jana i Redesa, których uprowadzono do lasu na zrabowanych wojsku samochodach w stronę Sosnowicy. Jeden z prac. Bezp. Redes zdołał zbiec wraz z bronią.[...] Po powyższym zajściu wyjechał dnia 9-VII-46 r. do Włodawy Vice Prok. Prok. Wojskowej, przedstawiciel Informacji Wojsk Polskich oraz Sąd Wojskowy. Sąd Wojskowy po szczegółowym rozpatrzeniu sprawy, ukarał winnych oficerów i żołnierzy 53 p.p. za oddanie broni bandytom, ucieczkę, oraz za brak chęci obrony, następującymi wyrokami: siedem wyroków śmierci, w tym czterech oficerów, jeden pięć lat więzienia, jedenaście wyroków po dziesięć lat więzienia. [podkreślenie jak w oryginale]. Oprócz tego dwudziestu czterech żołnierzy wysłano do karnej kompanii, a pozostałych biorących udział w ucieczce przeniesiono do innych jednostek WP."
Tak wysokie wyroki, wydane w błyskawicznym tempie na oficerów i żołnierzy "ludowego" WP, potwierdzają tylko oczywistą wiedzę, że gdyby za plecami komunistów nie stała wielomilionowa Armia Czerwona i Dywizje WW NKWD, ich władza nie przetrwałaby nawet tydzień. A przecież Pieszowola to tylko przykład jeden z wielu...

 

(opracowano na podstawie: Grzegorz Makus ,, ,,Jastrząb'' i ,,Żelazny'' - ostatni partyzanci Polesia Lubelskiego 1945-1951''

Polecamy:


< Powrót do strony głównej >


 

a