3 maja 1946

W początkowym okresie rządów komunistycznych w Polsce dzień 3 maja pozostawał oficjalnym świętem państwowym. Nie było w tym zresztą nic szczególnie dziwnego - rocznica uchwalenia wiekopomnej Konstytucji znakomicie nadawała się do wpisania w ciąg demokratycznej i postępowej tradycji, do jakiej odwoływała się PPR i jej sojusznicy.

Rządzący Polską komuniści szybko zorientowali się jednak, że nazbyt uroczyste obchody święta 3 maja mogą być dla nich kłopotliwe. Czy nie groziły one przypadkiem marginalizowaniem przypadającego dwa dni wcześniej Święta Pracy - dnia, któremu oni sami chcieliby nadać charakter możliwie jak najbardziej uroczysty, ale który z żadnym ze świąt narodowych nie miał nic wspólnego?

Rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja była zawsze tym dniem, który wzbudzał w Polakach nastroje patriotyczne i obligował do zademonstrowania niechęci do władz zaborczych i okupacyjnych. Władze komunistyczne w powojennej Polsce bardzo szybko zorientowały się, że uroczyste obchody święta 3 maja mogą sprawić im wiele kłopotu i swymi rozmiarami mogą przyćmić obchody 1 maja.

W 1945 roku - gdy trwała jeszcze wojna - na trzeciomajowych Mszach św. w kościołach i w lasach przed polowymi ołtarzami gromadziły się liczne rzesze Polaków marzących o niepodległej ojczyźnie. Tego właśnie dnia komuniści mianowali "marszałkiem Polski" - Michała Żymierskiego. Był to gest symboliczny, bowiem ukazywał czym miała być teraz rządzona przez komunistów Polska. Żymierski, w okresie II Rzeczpospolitej był generałem Wojska Polskiego. W 1927 roku został skazany na pięć lat za korupcję i malwersację oraz zdegradowany za splamienie hańbą polskiego munduru do stopnia szeregowca. Od 1932 roku był sowieckim agentem. Jak napisano po jego nominacji w 1945 roku w jednym z podziemnych pism: "Osoba tego hochsztaplera i zdrajcy - to zaprzeczenie wyrazów "Honor i Ojczyzna", wypisanych na sztandarach Wojska Polskiego, a jego nominacja - to zbrukanie najpiękniejszej tradycji zwycięskich wodzów z poprzedniej wojny. (.) Brudne imię Żymierskiego utrwali się w historii, jak utrwaliły się imiona targowiczan, a pokolenia mówić będą o nim, że wróg mu powierzył honor Polaków."

Rok później, uroczystości trzeciomajowe w przekonaniu znacznej części społeczeństwa, miały być odpowiedzią na organizowany przez komunistów pod przymusem 1-majowy pochód. Do masowego uczestnictwa w uroczystościach i wiecach wzywało opozycyjne wobec komunistów Polskie Stronnictwo Ludowe. Przygotowania rozpoczęły się także wśród młodzieży gimnazjalnej, studenckiej i harcerzy. Tej konfrontacji - polskiego 3 maja z sowieckim 1 maja - obawiali się komuniści.

Kwestią organizacji obchodów święta 3 maja zajął się 4 kwietnia 1946 r. sekretariat KC PPR. Postanowiono, że obchody te powinny ograniczyć się jedynie do "zawodów sportowych, zabaw ludowych, odczytów publicznych, występów teatralnych", a także nabożeństw, akademii i imprez. Za niedopuszczalne uznano natomiast jakiekolwiek pochody uliczne. Jeden z członków ówczesnego sekretariatu KC PPR, Jerzy Albrecht, uzasadnił ten krok w sposób następujący: "Jest obawa, że w tym roku 3 maja może być wykorzystany do przeciwstawienia się 1 maja, ponieważ w odróżnieniu od zeszłego roku, istnieje obecnie wykrystalizowana pozycja ogniw opozycyjnych. Tradycje 3 maja są wielkie, zwłaszcza u młodzieży".

O wydanym przez władze zakazie demonstracji społeczeństwo dowiedziało się dopiero rankiem 3 maja. Nieco wcześniej o decyzji władz poinformowani zostali organizatorzy pochodów, których funkcjonariusze UB niejednokrotnie budzili w środku nocy, zmuszając do podpisania oświadczeń o odwołaniu manifestacji.

Krew na krakowskim bruku

Społeczeństwo nie podporządkowało się wydanemu przez władze zakazowi. Najbardziej dramatyczny przebieg miały wydarzenia w Krakowie. Po uroczystej mszy św. w kościele Mariackim na ulice miasta wyległ wielotysięczny tłum. Demonstranci skierowali się w stronę Komitetu Centralnego PPR. Tam powitały ich strzały. Pochód - do którego rozpraszania użyto m.in. kawalerię Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i sowieckie samochody pancerne - rozpadł się na kilka niezależnych demonstracji. Manifestanci wznosili okrzyki: "Niech żyje PSL!", "Precz z Bierutem!", "Precz z okupacją sowiecką!", "Niech żyje NSZ!", "Precz z terrorem UB!".

Finał wydarzeń był tragiczny - gdy uczestnicy demonstracji znaleźli się na okalających Stare Miasto Plantach, zostali ostrzelani z karabinu maszynowego. Przez wiele dni na krakowskim bruku widoczne były ślady krwi, przy których wstrząśnięci śmiercią demonstrantów mieszkańcy miasta składali kwiaty.

Zabici i ranni

Podobne wydarzenia  - choć nie aż tak tragiczne w skutkach - miały miejsce w kilkudziesięciu miastach Polski. W dwunastu z nich, m.in. w Katowicach, Gliwicach, Bytomiu, Łodzi i Włocławku, przeciwko manifestantom użyto broni palnej. Dokładna liczba ofiar tych wydarzeń nie jest znana. Według różnych źródeł zginęło od czterech do ponad 20 osób. Co najmniej sto kilkadziesiąt zostało rannych. Kilka tysięcy osób zostało zatrzymanych, setki pobito.

Strajki szkolne

Odpowiedzią studentów i uczniów szkół średnich na represje wobec uczestników demonstracji były masowe strajki. Już 4 maja proklamowano w Krakowie strajk wszystkich uczelni "aż do odwołania". Prowadzone przez funkcjonariuszy UB aresztowania doprowadziły do ucieczki studentów poza miasto.

8 maja strajk objął 40 krakowskich szkół średnich. Stało się tak, mimo iż studenci próbowali powstrzymać uczniów przed podjęciem akcji solidarnościowej. Dwa dni później uczestnikom protestu zagrożono relegowaniem ze szkół. Następnego dnia Międzyszkolny Komitet Strajkowy przerwał bojkot zajęć, jednak protest przeniósł się do szkół średnich Wieliczki, Jaworzna i Chrzanowa.

13 maja strajk zaczął rozszerzać się na całą Polskę. Strajkowali studenci Uniwersytetu Adama Mickiewicza i Akademii Handlowej w Poznaniu, studenci Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu. Trzy dni później strajk objął wyższe uczelnie Trójmiasta - Politechnikę, Wyższą Szkołę Morską, Szkołę Handlu Zagranicznego i Akademię Lekarska. 17 maja zastrajkował Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. W ostatniej fazie protestów - 20 maja - strajki objęły Warszawę, gdzie obok części szkół średnich, strajk ogarnął Uniwersytet, Politechnikę, Szkołę Główną Handlową, a także Szkołę Inżynierską im. Wawelberga i Rotwanda.

Okupacja trwa

Atmosferę ówczesnych wydarzeń dobrze oddaje jedna z ulotek kolportowanych w Łodzi (gdzie strajk objął Uniwersytet i Politechnikę, a także kilka szkół średnich): "Serie strzałów, oddane z karabinów maszynowych w bezbronny tłum studentów Krakowa i Poznania przypominają nam, że okupacja trwa, że wróg godzi w serce narodu - w młodzież. (.) Lecz nas to nie przeraża. Nie skrywajmy swych uczuć! Na nas patrzy świat, który wie, że Polak potrafi godnie odpowiedzieć na terror i barbarzyństwo (.) Niech żyje wolność!".

Procesy i wyroki

Epilogiem wydarzeń z maja 1946 r. były procesy przed będącymi wówczas głównym narzędziem represji wobec przeciwników reżimu Wojskowymi Sądami Rejonowymi. Sądzono co najmniej 27 osób - w Krakowie, Poznaniu, Bydgoszczy i Szczecinie. Najwyższy wyrok - 7 lat więzienia - otrzymali działacze PSL ze Szczecinka. Na 6 lat więzienia skazano przedsiębiorcę pogrzebowego, który dostarczył trumienkę niesioną podczas pochodu. Prokuratura, a następnie sąd uznały to za "podjęcie czynności przygotowawczych do obalenia przemocą ustroju''.

(studenci AGH ze sztandarem uczelni, Kraków 3 maja 1946 r. )

(opracowano na podstawie artytułów ze strony wiadomosci.polska.pl, www.dziekanowice.pl, strony internetowej AGH )


< Powrót do strony głównej >

a