Leon Taraszkiewicz ,,Jastrząb''

Leon Taraszkiewicz urodził się 13 maja 1925 r. w Duisburgu w Niemczech gdzie jego rodzice, ojciec Władysław i matka Róża Klara przebywali zarabiając na życie. Leon był bratem Edwarda, który urodził się 22 stycznia 1921 r., również w Duisburgu. Razem przyszło im po II wojnie światowej walczyć z komunistami. W opracowaniu poświęconym pamięci Edwarda Taraszkiewicza, który przybrał w późniejszym okresie pseudonim ,,Żelazny'' (zginął 6 X 1951 r.), przedstawione zostały pokrótce losy rodziny Taraszkiewiczów. W sierpniu 1925 r. rodzina Taraszkiewiczów wróciła do Polski.

Dzień 18 grudnia 1944 r. okazał się dla rodziny Taraszkiewiczów brzemienny w skutki. W tym dniu bowiem funkcjonariusze UB i NKWD aresztowali małżeństwo Różę i Władysława Taraszkiewiczów wraz z dwójką ich dzieci: 13-letnią Rozalią i jej 19-letnim bratem Leonem. Wykorzystując fakt, że Róża Taraszkiewicz urodziła się w Niemczech, oskarżono ich o współpracę z okupantem podczas wojny i osadzono w obozie w Krzesimowie. W dokumentach włodawskiego PUBP, które znajdują się w zasobach lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, w wykazie aresztowanych w tym dniu ludzi, przy nazwiskach rodziny Taraszkiewiczów znajdują się następujące adnotacje: Róża Taraszkiewicz - Niemka, Władysław Taraszkiewicz - volksdeutsch, Leon Taraszkiewicz - syn volksdeutscha, Rozalia Taraszkiewicz - córka volksdeutscha.

Leonowi proponowano pracę w aparacie partyjnym PPR, Urzędzie Bezpieczeństwa, a nawet miał zostać naczelnikiem więzienia na Zamku w Lublinie. Odmówił.

Podczas transportu do Związku Sowieckiego, wraz ze współwięźniami, usuwając deski z podłogi, Leonowi udało się uciec. Po ucieczce ukrywał się jakiś czas na terenie Włodawy, gdzie po kilku tygodniach nawiązał kontakt z oddziałem partyzanckim Tadeusza Bychawskiego ,,Sępa''. Leon Taraszkiewicz przyjął wówczas pseudonim ,,Jastrząb''. Po śmierci ,,Sępa'' objął dowództwo nad oddziałem.

Oddział "Jastrzębia"

Pierwszą akcją oddziału było rozbicie posterunku MO w Wytycznie. Konspiratorzy z miejscowej placówki zameldowali Komendzie Obwodu o brutalnym stosunku milicjantów do ludności, w związku z czym por. "Orlis" podjął decyzję o rozbrojeniu. Ściągnięto do pomocy kilku ludzi z placówki podległej Feliksowi Majewskiemu "Rogowi". Byli to: Stanisław Marcinkowski "Dunaj", Ignacy Zalewski "Lin", Stanisław Zawadzki "Brodacz" i Adam Mielniczuk "Fryc". W tym powiększonym, 9-osobowym składzie,w biały dzień 1 czerwca 1945 r., oddział z zaskoczenia opanował i rozbroił posterunek MO (zdobyto 3 automaty, kilka kbk i pistolet). Nastąpił okres walk z bandytyzmem , z KBW i likwidacji agentury UB. Oddział "Jastrzębia" nie został rozformowany podczas zarządzonej przez DSZ akcji "rozładowywania lasów". Ostatni kwartał 1945 r. upłynął grupie "Jastrzębia" na sporadycznych potyczkach z resortem i akcjach zaopatrzeniowych.

(Zima 1945/46. Od lewej stoją: Zdzisław Kogutowski "Ryś", Piotr Kwiatkowski "Dąbek", Leon Taraszkiewicz "Jastrząb")

10 kwietnia 1946 r. w Urszulinie rozbito posterunek MO. Dwa dni później, 12 kwietnia 1946 r., oddział "Jastrzębia" wjechał dwoma zdobycznymi samochodami na teren sowieckiego lotniska wojskowego w Lubowieżu. Zaskoczenie było całkowite, bez strat zdobyto 2 PPSz, 2 rkm, 1 pistolet, 16 kbk, 1500 sztuk amunicji, 200 rakiet, 6 kożuchów, 6 płaszczy, radiostację i 5 mundurów z butami. Oddział wycofał się do Wołoskowoli.

Kolejny miesiąc także okazał się bogaty w wydarzenia. Jedna z głośniejszych akcji odbyła się 12 maja 1946 r. w Gródku. Oddział "Jastrzębia" zatrzymał na stacji pociąg, którego wagon pocztowy ochraniany był przez 25 osobowy pododdział wojska. Wojsko zostało rozbrojone. Pociągiem jechał także oddział NKWD i kilku pracowników UBP. Gdy funkcjonariusze NKWD zorientowali się w sytuacji i rzucili się do ucieczki, partyzanci otworzyli ogień z broni maszynowej, w wyniku którego zginęło 9 enkawudzistów. Potem partyzanci przystąpili do legitymowania podróżnych. Z tłumu podróżnych "wyłowiono" 6 funkcjonariuszy UBP - zostali na miejscu rozstrzelani. Jeden ze zlikwidowanych oprawców miał być - jak podaje "Żelazny" - szefem UB w Białej Podlaskiej. Oddział wycofał się bez strat.

23 maja o godz. 17.00, oddział "Jastrzębia" zatrzymał pociąg na stacji kolejowej w Stulnie, gdzie rozbrojono oraz rozmundurowano jadący nim pododdział "ludowego" WP (w sile 25 ludzi), a także milicjantów i funkcjonariuszy UBP. Partyzanci zabrali ze sobą celem przesłuchania Abrama Rozenberga i Władysława Przegalińskiego, który okazał się członkiem Egzekutywy Komitetu Powiatowego PPR w Chełmie (przed wojną członek KPP). W okolicy wsi Kołacze Rozenberg został puszczony wolno, a Przegaliński zlikwidowany. Zaistniała sytuacja jest kolejnym argumentem obalającym mit o rzekomym antysemityźmie żołnierzy oddziału "Jastrzębia". Należy pamiętać, że nawet gdy w starciach lub na mocy wyroków, od kul żołnierzy oddziału "Jastrzębia" ginęli Żydzi, to działo się tak nie z powodu ich narodowości, ale z racji służby w komunistycznym aparacie represji.

1 czerwca 1946 r. partyzanci z oddziału "Jastrzębia" natknęli się na milicjantów z Sosnowicy. W wyniku wymiany ognia dwóch milicjantów zostało zabitych, a dwaj odnieśli rany. Kilka dni później połączone oddziały "Jastrzębia" i "Boruty" zatrzymały pociąg na trasie Chełm - Włodawa, przy czym rozbroiły jadących nim 20 żołnierzy "ludowego" WP.

17 lipca 1946 r. na szosie Lublin - Włodawa w okolicy Marysina doszło do wydarzenia bez precedensu w skali całego kraju. Połączone oddziały "Jastrzębia" i "Boruty" przypadkowo zatrzymały samochód, którym podróżowała siostra Bieruta, Zofia Malewska z mężem, synem i synową. "Jastrząb" kazał uwięzić członków rodziny Bieruta, co spowodowało olbrzymią koncentrację UB i KBW w terenie i w związku z tym, z polecenia komendanta Obwodu Włodawa kpt. Zygmunta Szumowskiego"Komara", po dwóch dniach rodzina Bieruta została zwolniona. Kpt. "Komar" tak zapamiętał tamte dni: "W połowie 1946 r. zgłosił się do mnie "Jastrząb" i zawiadomił, że ma w swoich rękach siostrę Bieruta i jej męża. Zasugerował, by zażądać od Bieruta wypuszczenia uwięzionych na Zamku Lubelskim akowców w zamian za uwolnienie tej pary. Moje stanowisko w tej kwestii było odmienne. Uważałem, że należy zwolnić rodzinę Bieruta bez stawiania żadnych warunków. W przeciwnym razie UB i milicja dokonają zmasowanej i bestialskiej pacyfikacji terenu, na której ucierpi jedynie ludność miejscowa. W rezultacie "Jastrząb" wypuścił zatrzymanych."

16 sierpnia 1946 r. na trasie Lublin - Włodawa, 15 km. od Włodawy, oddział "Jastrzębia" w sile 20 ludzi zaatakował z zasadzki konwój samochodowy przewożący aresztowanych. Odbito 12 więźniów. Podczas walki zginął oficer WUBP z Lublina Jan Dudycz oraz dwóch żołnierzy KBW.

22 października 1946 r. miała miejsce jedna z najbardziej spektakularnych akcji "Jastrzębia". W tym dniu połączone oddziały WiN "Jastrzębia" i "Ordona" rozbiły Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie.

31 października 1946 oddział opanował Opole (powiat włodawski), gdzie rozbił posterunek MO i pocztę. Następnie połączywszy się z oddziałami kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" i Józefa Struga "Ordona" przerwał łączność telefoniczną z Łęczną i wszedł do miasta, gdzie partyzanci zlikwidowali 11 osób - członków PPR i współpracowników UBP, w tym 1 milicjanta.

5 grudnia 1946 r. połączone oddziały "Uskoka", "Ordona" i "Jastrzębia" przeprowadziły akcję przeciwko skomunizowanej wsi Rozkopaczew. Partyzanci zabili 1 członka ORMO i spalili zabudowania należące do aktywnych komunistów. W tym samym dniu pododdział KBW zaatakował oddział "Jastrzębia" stojący w Buradowie. Atak został odparty, padło 2 żołnierzy KBW, a partyzanci zdobyli samochód, radiostację, 4 erkaemy i wycofali się bez strat.

Trzy dni później, 8 grudnia o godz. 7:00, oddział przeprowadził na stacji kolejowej Gródek akcję na pociąg relacji Łuków - Lublin. Jechała nim grupa 14 żołnierzy i oficerów KBW. Wywiązała się walka, w wyniku której 4 żołnierzy odniosło ciężkie rany, 2 lekkie, a pozostali poddali się. Wszyscy zostali rozbrojeni (zabrano ich ze sobą i kilku godzinach zwolniono). Po stronie partyzantów było kilku rannych. Partyzanci zdobyli 2 erkaemy Diegtariewa i kilka PPSz.

Kolejną akcję kolejową przeprowadzono 18 grudnia 1946 r. na stacji w Parczewie. Rozbrojono grupę milicjantów i funkcjonariuszy UB, zlikwidowano członka ORMO oraz 3 milicjantów.
Również w grudniu 1946 r. zlikwidowana została sanitariuszka oddziału Halina Wójcik, która została zdemaskowana jako agent wewnętrzny WUBP w Lublinie. Nie uchroniło to jednak oddziału od tragedii. Wieczór wigilijny 1946 r. przyniósł poważne straty. Na skutek zdrady żołnierza placówki podległej "Jastrzębiowi", Bolesława Koniecznego "Orzełka" (zlikwidowany później przez "Żelaznego"), UBP dowiedział się, gdzie będą spędzać święta partyzanci "Jastrzębia". Do Woli Wereszczyńskiej wysłana została grupa operacyjna KBW i UBP, która otoczyła dom rodzinny Bogusława Zielińskiego "Kozła" - miejsce odpoczynku "Jastrzębia" i jego 12 ludzi. Wyrwanie się z okrążenia kosztowało partyzantów stratę dwóch towarzyszy broni: Zdzisława Kogutowskiego "Rysia" i Józefa Milaniuka "Słonia" (kilku ranych wyprowadzono z "kotła"). Ze strony grupy operacyjnej poległ 1 żołnierz KBW, a 1 funkcjonariusz WUBP Lublin - Tadeusz Chachaj - został ranny. Dzień ten zapisał się w pamięci partyzantów jako "krwawa Wigilia".

Poniesione straty nie osłabiły jednak bitności oddziału, który już wkrótce - nocą z 31 grudnia 1946 na 1 stycznia 1947 r. wziął udział w kolejnej, jednej z największych operacji bojowych, tym razem wspólnie z partyzantami Obwodu WiN Radzyń Podlaski - ataku na PUBP i inne komunistyczne instytucje w Radzyniu Podlaskim.

Śmierć "Jastrzębia" w Siemieniu

Jednym z najtragiczniejszych dni w historii oddziału miał się okazać dzień 3 stycznia 1947 r. W tym dniu "Jastrząb" zorganizował atak na liczący 29 żołnierzy garnizon KBW stacjonujący w Siemieniu. Według pamiętnika "Żelaznego" oraz akt KBW i UB akcja owa miała następujący przebieg. Wieczorem z 2 na 3 stycznia 1947 r. wyruszono w kierunku Siemienia. Zdecydowano się na podejście grupą czołową do budynku i wezwanie żołnierzy do złożenia broni. Na wypadek oporu zastosowano manewr okrążenia, który miała wykonać grupa "Żelaznego". Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem. Obie grupy zajęły stanowiska. Pierwsza pod osobistym dowództwem "Jastrzębia", udając oddział wojska, zaczęła się zbliżać w kierunku budynku szkoły, w którym kwaterowa li żołnierze KBW. Tuż przed samym budynkiem grupa została zatrzymana przez wartownika. Dalej wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Po krótkiej wymianie ognia budynek szkoły został zdobyty przez partyzantów. Żołnierzy KBW rozbrojono. Jedynym poszkodowanym wśród partyzantów był dowódca oddziału, Leon Taraszkiewicz "Jastrząb". Został on ciężko ranny i w wyniku tych ran, podczas transportu na placówkę terenową, po kilku godzinach zmarł. Został potajemnie pochowany na cmentarzu w Siemieniu, gdzie spoczywa do dziś. Partyzanci zastrzelili dowódcę grupy KBW - sierż. Stefana Rabendę, kaprala Magdziaka - za to, że miał ordery "za walkę z bandami", strzelca Hamala, gdyż telefonował po pomoc do UB do Parczewa i Radzynia oraz strzelca Uruska, który powiadomił dowódcę o zbliżaniu się partyzantów. Atakujący zdobyli 3 rkm, 21 PPSz i 4 kb.
Do dzisiaj nie zostały wyjaśnione do końca okoliczności śmiertelnego ranienia "Jastrzębia". Według jednej z wersji, został on postrzelony przez domniemanego agenta UB o ps. "Bolek" (NN), ulokowanego w oddziale. Śledztwo przeprowadzone przez brata dowódcy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" potwierdziło te podejrzenia i niedługo później agent został zlikwidowany. Jednak dr Jarosław Kopiński w jednym ze swoich artykułów w czasopiśmie PRO PATRIA z grudnia 2004 r. przytacza raport Naczelnika Wydziału I Departamentu III MBP mjr. Łanina z dnia 10 I 1947 r., w którym możemy przeczytać: "[...] kiedy banda podeszła pod budynek zajmowany przez grupę ochronną KBW z Bydgoszczy, "Jastrząb" rozkazał wszystkim bandytom rozsypać się w tyralierę i lec na ziemi, a sam podszedł do wartownika na odległość paru metrów. Na krzyk wartownika "stój, kto idzie" "Jastrząb" odpowiedział "Wojsko Polskie". Wartownik zapytał wtedy o hasło, na co "Jastrząb" nie odpowiedział nic i począł się zbliżać do wartownika. Wtedy wartownik otworzył ogień z PPsz i trafił 4-ma kulami w brzuch "Jastrzębia", z których dwie przeszły na wylot, a dwie pozostały w ciele. Bandyci widząc rannego "Jastrzębia" rzucili się do szturmu, zamordowali wartownika i pierwszym impetem zdobyli budynek mordując komendanta ochrony i dwóch jeszcze żołnierzy, resztę rozbroili i rozmundurowali do bielizny". Podobnie zapamiętał to zdarzenie żołnierz oddziału "Jastrzębia" biorący udział w tej akcji - Jan Jarmuł ps. "Wąż", tak więc wyjaśnienie okoliczności śmierci dowódcy wymaga dalszych badań.

Por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" spoczął na cmentarzu w Siemieniu. Dzięki temu, że jego koledzy pochowali go potajemnie, jako jeden z nielicznych dowódców antykomunistycznego podziemia spoczywa we własnej mogile, choć do 1990 r. na prostym brzozowym krzyżu mógł widnieć jedynie tajemniczy napis "Leon". Dopiero 30 czerwca 1991 r. odbył się powtórny uroczysty pogrzeb i poświęcenie grobu por. "Jastrzębia".

(Grób por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" na cmentarzu w Siemieniu)

 

(na podstawie: Fundacja Pamiętamy, Grzegorz Makus ,, ,,Jastrząb'' i ,,Żelazny'' - ostatni partyzanci Polesia Lubelskiego 1945-1951'')

Polecamy:


< Powrót do strony głównej >


 

a