Edward Taraszkiewicz ,,Żelazny''

Ojciec "Jastrzębia" i "Żelaznego", Władysław Taraszkiewicz urodził się 18 kwietnia 1896 r. we Włodawie. Był synem Franciszka i Agaty z domu Haciuk ze wsi Przewłoka (pow. parczewski). Z zawodu był stolarzem - kołodziejem.

Matka, Róża Klara urodziła się 31 VIII 1902 r. Była córką Piotra Sybilli i Jadwigi z domu Matuszewskiej. Piotr Sybilla, dziadek przyszłych partyzantów, pochodził z Kościan w woj. poznańskim, a babka Jadwiga, z oddalonej ok. 10 km. wsi Zadory, również w woj. poznańskim, należącym do zaboru pruskiego. Ciężkie warunki życia zmusiły Piotra i Jadwigę Sybilla do wyjazdu w poszukiwaniu pracy do Duisburga, miasta położonego w zachodniej części Niemiec, w Zagłębiu Ruhry.

Władysław Taraszkiewicz, w czasie I wojny światowej został wcielony - jak wielu Polaków z zaboru rosyjskiego - do armii carskiej. Podczas walk dostał się do niewoli i wraz z jeńcami został wywieziony w 1914 r. do Niemiec, do kopalni węgla w Zagłębiu Ruhry. Tam poznał swoją przyszłą żonę Różę Klarę Sybilla i tam również się pobrali. W Niemczech, w Duisburgu, urodzili się trzej ich synowie: Edward - 22 stycznia 1921 r., Władysław - 9 lipca 1922 r. i Leon - 13 maja 1925 r.

Władysław Taraszkiewicz wrócił z rodziną do Polski - do Włodawy - w sierpniu 1925 r. Już w Polsce, urodziła się Rozalia 27 stycznia 1931 r. i Józef 19 lipca 1940 r.

Przed wojna Edward Taraszkiewicz uczył się w ,,Handlówce'' w Chełmie, gdzie mieszkał na stancji. Na początku okupacji Edward z bratem Władysławem wyjechali do Niemiec. Podobne kłopoty miał Leon - dostał wezwanie do pracy w Organizacji Todta i został skierowany do Radomia. Po ucieczce i powrocie w rodzinne strony, pewnego dnia wstąpił do przyjaciela rodziny i wtedy został zatrzymany przez patrol sowieckiej partyzantki z oddziału ,,Anatola'' ( prawdopodobnie Anatola Krotowa ). Przyjęli go do oddziału, w walce z Niemcami wykazał się wybitna odwagą i cechami przywódczymi. Zyskał uznanie i został odznaczony Orderem Czerwonej Gwiazdy. Po wejściu Sowietów do Polski wrócił do domu.

Dzień 18 grudnia 1944 r. okazał się dla rodziny Taraszkiewiczów brzemienny w skutki. W tym dniu bowiem funkcjonariusze UB i NKWD aresztowali małżeństwo Różę i Władysława Taraszkiewiczów wraz z dwójką ich dzieci: 13-letnią Rozalią i jej 19-letnim bratem Leonem. Wykorzystując fakt, że Róża Taraszkiewicz urodziła się w Niemczech, oskarżono ich o współpracę z okupantem podczas wojny i osadzono w obozie w Krzesimowie. W dokumentach włodawskiego PUBP, które znajdują się w zasobach lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, w wykazie aresztowanych w tym dniu ludzi, przy nazwiskach rodziny Taraszkiewiczów znajdują się następujące adnotacje: Róża Taraszkiewicz - Niemka, Władysław Taraszkiewicz - volksdeutsch, Leon Taraszkiewicz - syn volksdeutscha, Rozalia Taraszkiewicz - córka volksdeutscha.

Leonowi proponowano pracę w aparacie partyjnym PPR, Urzędzie Bezpieczeństwa, a nawet miał zostać naczelnikiem więzienia na Zamku w Lublinie. Odmówił.

W tym samym czasie, gdy rodzinę Taraszkiewiczów osadzono w obozach, Leon Taraszkiewicz przebywał już w więzieniu na Zamku w Lublinie, skąd w dniu 13 lutego 1945 r. został wraz ze współwięźniami, żołnierzami Armii Krajowej, wywieziony do obozu NKWD i UB w Błudku - Nowinach koło Suśca. Stamtąd, podczas transportu do Związku Sowieckiego, wraz ze współwięźniami, usuwając deski z podłogi udało się im uciec. Po ucieczce Leon ukrywał się jakiś czas na terenie Włodawy, gdzie po kilku tygodniach nawiązał kontakt z oddziałem partyzanckim Tadeusza Bychawskiego ,,Sępa''. Leon Taraszkiewicz przyjął wówczas pseudonim ,,Jastrząb''. Po śmierci ,,Sępa'' objął dowództwo nad oddziałem.

W czerwcu 1945 r. powrócił z Niemiec Edward Taraszkiewicz, który szybko dołączył do organizacji. Nawiązał kontakt z ,,Jastrzębiem'' i przyjął pseudonim ,,Grot'', ,,Zawieja'' , a następnie ,,Żelazny''. Gdy dołączył do oddziału brata pełnił w nim funkcje kronikarza, zastępcy dowódcy, zbrojmistrza , a po śmierci ,,Jastrzębia'' 3 stycznia 1947 r. - dowódcy oddziału.

(Edward Taraszkiewicz ,,Żelazny'', zdjęcie z okresu okupacji niemieckiej)

Pod komendą ,,Żelaznego''

,,Żelazny'' nie skorzystał z ogłoszonej przez komunistów amnestii 22 lutego 1947 r. Jednak większość członków i współpracowników oddziału "Jastrzębia" ujawniła się, co nie uchroniło ich później od ciągłej inwigilacji i prześladowań. Edward Taraszkiewicz "Żelazny" nie uwierzył komunistom, postanowił pozostać w podziemiu i walczyć dalej. Rozpoczął od likwidacji agentury odpowiedzialnej za aresztowania i śmierć członków oddziału. 11 marca 1947 r. patrol w składzie: "Żelazny", Feliks Majewski "Róg", Mieczysław Małecki "Sokół" i Karol Mielniczuk "Wacek", zlikwidowali agenta UB i członka PPR Piotra Grzywaczewskiego. Dalsze miesiące 1947 r. przyniosły kolejne akcje. M.in. 22 kwietnia 1947 roku "Żelazny" odnotował spektakularny sukces w spotkaniu pod wsią Białką z grupą operacyjną PUBP we Włodawie, dowodzoną przez ppor. Adolfa Konasiuka. W starciu zginęło 4 żołnierzy KBW i dowodzący grupą oficer UBP, rany odniosło 4 żołnierzy KBW i 3 funkcjonariuszy MO.

Partyzanci, którzy zostali panami placu boju, opatrzyli rannych przeciwników, natomiast zlikwidowali zdrajcę, byłego członka oddziału Antoniego Kowalczuka "Huragana", który prowadził grupę operacyjną by wskazać bunkry z bronią.

28 czerwcu 1947 r. oddział wykonał wyrok na kolejnych dwóch agentach, którzy wydali UBP braci Kucharuków, zamordowanych 13 lutego 1947 r. Rozstrzelano wtedy Czesława Śledzińskiego ze wsi Wielki Łan i Franciszka Chudkowskiego z kol. Mietiułka, gm. Wołoskowola.

W nocy 3 lipca 1947 r. "Żelazny", wspólnie z połączonymi oddziałami Józefa Struga "Ordona" i Stanisława Kuchcewicza "Wiktora", przeprowadził akcję pacyfikacyjną w skomunizowanej wsi Puchaczów, gdzie rozstrzelano 21 mieszkańców, w odwecie za wydanie UBP i w efekcie śmierć trzech partyzantów z oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" (26 czerwca 1947 r. o godz. 8.00 PUBP w Lublinie otrzymał doniesienie agenturalne, że w zabudowaniach Michała Króla we wsi Turowola, pow. Lublin, kwateruje 3 partyzantów, co spowodowało wysłanie grupy operacyjnej, która zaatakowała podejrzane zabudowania - podczas próby przebicia polegli żołnierze patrolu Stanisława Kuchcewicza "Wiktora": Kazimierz Karpik "Czarny", Józef Król "Maryś" i Stanisław Lis "Korzeń").

26 czerwca 1947. Zabici przez grupę operacyjną KBW-UB żołnierze kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" z patrolu Stanisława Kuchcewicza "Wiktora". Od lewej: Józef Król "Maryś", Stanisław Lis "Korzeń"/ "Stach" i Kazimierz Karpik "Czarny".

Bezpośrednio po zagładzie swego patrolu "Wiktor" postanowił ukarać winnych tej tragedii. Nie mając odpowiednich sił do przeprowadzenia takiej akcji, nawiązał kontakt z dowódcami oddziałów operujących na sąsiednich terenach: Józefem Strugiem "Ordonem" i Edwardem Taraszkiewiczem "Żelaznym" (obaj nominalnie także podlegali "Uskokowi"). Koncentracja oddziałów (w sumie ok. 20 partyzantów) odbyła się w Albertowie. Wszyscy dowódcy uznali, że aktywiści z Puchaczowa stanowią ogromne zagrożenie dla pozostałych grup "Uskoka". Podczas odprawy ustalono plan akcji. Partyzantów podzielono na 4 grupy: "Wiktora", "Żelaznego", "Ordona" i "Bystrego" (Eugeniusza Lisa - brata poległego w Turowoli "Korzenia"). Puchaczów podzielono na sektory, a każdy z dowódców otrzymał wykaz osób przeznaczonych do likwidacji.

(Zdzisław Broński ,,Uskok'' (z lewej) i Stanisław Kuchcewicz ,,Wiktor'')

Akcja odbyła się 3 lipca 1947 r. nad ranem. W jej wyniku zginęły 22 osoby (jedna osoba zmarła później). Zlikwidowano w tym dwóch donosicieli - Władysława Augustowicza i Franciszka Ukalskiego. Trzeci z nich - Henryk Grot - tego dnia nie był obecny w Puchaczowie i uniknął śmierci. Grupy likwidacyjne wycofały się bez strat.

Komuniści na użytek propagandy twierdzili, iż byli to ludzie niewinni, że tylko 8 zabitych było członkami PPR. Przeczy temu jednak znajdujący się w aktach UB dokument z 25 czerwca 1952 r., podpisany przez sekretarza PZPR z Lublina, Hipolita Goraja, w którym podając nazwiska pozostałych 13 spośród 21 zlikwidowanych w Puchaczowie, sekretarz ów informował, iż wszyscy wyżej wymienieni byli członkami PPR, choć formalnie nie byli ujęci w ewidencji partii (zapewne ze względów konspiracyjnych). Wprawdzie akcja w Puchaczowie została przeprowadzona bez porozumienia z kpt. "Uskokiem", jednak później na kartach swojego pamiętnika dowódca ten napisał on o niej tak: " [...] Zrobiło to wrażenie na komunistach. Rozdmuchano ten fakt okropnie. Z naszego punktu widzenia, była to robota może zbyt krwawa, ale konieczna".

6 lipca 1947 roku na polecenie ministra Bezpieczeństwa Publicznego gen. bryg. Stanisława Radkiewicza przeciw patrolom "Uskoka", w teren powiatów lubartowskiego i włodawskiego rzucono siły liczącej 486 ludzi Grupy Operacyjnej "Puchaczów".

27 lipca 1947 roku agent o kryptonimie "Lis" doniósł, że "banda" Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" i Józefa Struga "Ordona" przebywa w zagajniku koło wsi Lipniak w gminie Wola Wereszczyńska, jednak przeprowadzona natychmiast operacja nie przyniosła rezultatu, gdyż jedna z grup z 5 p.a.l. przepuściła żołnierzy podziemia. Szczególnie cenne, i jak się okazało brzemienne w skutkach doniesienie zostało otrzymane od agenta o kryptonimie "Sołtys", w wyniku którego 29 lipca 1947 r. został aresztowany żołnierz "Ordona", Ludwik Szmydke "Czarny Jurek". Po błyskawicznym i niezwykle brutalnym śledztwie udało się UBP wydobyć od niego miejsce pobytu dowódcy, które znajdowało się w lesie obok kolonii Sęków, pow. Włodawa. 30 lipca przeprowadzona została operacja, w trakcie której jednostki KBW natknęły się na 3 partyzantów, w tym Józefa Struga "Ordona". Podczas wymiany strzałów zabity został "Ordon", a dwaj jego podkomendni, Zygmunt Pękała "Śmiały" i Tadeusz Paluch "Dąb", zdołali się przebić przez pierścień obławy. Po śmierci "Ordona" część jego żołnierzy przeszła pod rozkazy "Żelaznego" i "Wiktora", nadal prowadząc walkę.

Na podstawie doniesień informatora ps. "Dziadek", 13 i 16 sierpnia 1947 r. zlikwidowano dwa magazyny broni. Z kolei informator ps. "Lipiński" wskazał magazyn broni, w którym znaleziono również archiwum oddziału "Jastrzębia". "Żelazny" z czasem zgromadził wokół siebie tych żołnierzy z byłego oddziału swego brata Leona, którzy zdecydowani byli na kontynuowanie walki: Mieczysława Małeckiego "Sokoła", Henryka Wybranowskiego "Tarzana", Karola Mielniczuka "Wacka", Bronisława Wojciechowskiego "Leszka", Ignacego Zalewskiego "Lina", Stanisława Torbicza "Kazika", Józefa Domańskiego "Znicza" oraz Stanisława Marciniaka "Niewinnego" i wiosną 1948 r. rozpoczął budowę rozległej siatki terenowej, której placówki zostały zorganizowane w pow. Włodawa, Chełm, Lubartów i Parczew, i dzięki którym jego oddział przetrwał kolejnych kilka lat. Do końca 1949 roku działał wspólnie z patrolem Stanisława Kuchcewicza "Wiktora". Obaj podlegli ukrywającemu się w okolicach Lublina kpt. Zdzisławowi Brońskiemu ps. "Uskok". Po śmierci "Uskoka" w maju 1949 roku ich drogi rozeszły się.

(Od lewej: Henryk Wybranowski ,,Tarzan'', Edward Taraszkiewicz ,,Żelazny'', Mieczysław Małecki ,,Sokół'' , Stanisław Pakuła ,,Krzewina'')

Dalsza walka przynosiła kolejne straty. W listopadzie 1947 r., w zasadzce zorganizowanej przez UBP poległ Mieczysław Małecki "Sokół" (zdradził go wójt gminy Hańsk, Dominiczak). 6 listopada 1948 r. otoczony w kolonii Macoszyn zginął długoletni przyjaciel i współtowarzysz "Żelaznego" z robót w Niemczech, Henryk Wybranowski "Tarzan". Wraz z nim poległ Jan Torbicz "Łoś" u którego przebywał na kwaterze (jego brat Stanisław "Kazik" zdołał uciec i dołączyć do oddziału). Kilka dni później "Żelazny" zlikwidował agenta odpowiedzialnego za śmierć swoich podkomendnych. Był nim Władysław Fijałkowski, zarejestrowany w PUBP pod pseudonimem "Żuk", donoszący - jak pisał raportujący funkcjonariusz UB - za wynagrodzenie finansowe.

Na przełomie 1948 i 49 roku "Żelaznemu" kilka razy udało się ujść z zasadzek organizowanych przez UBP i KBW, jednak w jednej z nich, na kolonii Olszowo, w domu jego współpracowników Kaczmarzewskich, został ranny w ramię i przez całą zimę leczył się w bunkrze kpt. "Uskoka", w Dąbrówce koło Łęcznej. Na początku kwietnia 1949 r. "Żelazny" razem z "Wiktorem" i kpt. "Uskokiem", zostali osaczeni na kolonii Łuszczów w domu swoich współpracowników Zarzyckich, jednak w brawurowej walce przebili się przez obławę UB, raniąc kilku funkcjonariuszy bezpieki.

W maju, będąc z Władysławem Korzeniowskim "Andersiakiem", natknął się "Żelazny" w okolicach wsi Kaniowola na grupę 4 milicjantów z Ludwina. Doszło do walki, w której poległo 3 funkcjonariuszy MO, a jeden uciekł.

Rozpracowanie "Żelaznego" i jego żołnierzy - kryptonim "Dzikusy"

Z materiałów zgromadzonych w Sprawie Obiektowej kryptonim "Dzikusy", którą założono w celu infiltracji środowiska popierającego "Żelaznego" wynika, że rozpracowanie całej grupy stwarzało funkcjonariuszom PUBP Włodawa i Wydziału III WUBP w Lublinie poważne trudności. Przypadające na okres po amnestii z lutego 1947 r. działania bezpieki przeciw "Żelaznemu" można podzielić na dwa okresy: pierwszy - trwający do końca maja 1949 roku i drugi od czerwca 1949 r. do października 1951 r. W pierwszym etapie rozpracowaniem grupy zajmowali się funkcjonariusze PUBP we Włodawie przy pomocy WUBP w Lublinie. Zlikwidowali oni, na podstawie doniesień od informatorów, kilka bunkrów z bronią ukrytych na terenie gminy Sosnowica i Wołoskowola. W tym okresie "Żelazny" rozpoznał jednak i zlikwidował kilku informatorów PUBP, którzy wskazali bunkry. Dbał przy tym, by lokalna społeczność wiedziała, za co zdrajcy zostali ukarani. W latach 1947 - 1948 po każdej likwidacji szpicla wydawał ulotki, które były rozwieszane na terenie kilku gmin. W jednej z nich czytamy: "takie wypadki [likwidacja szpicla] są na porządku dziennym i zawsze jest taki koniec szpicla. Przy okazji tej ostrzegamy i nawołujemy wszystkich szpiclów w całym pow. włodawskim, ażeby przetarli sobie oczy na to co czynią póki jeszcze czas, bo pamiętaj szpiclu, gdy w mieszkaniu twym zjawi się grupa wykonawcza, to będzie za późno, z tą chwilą będziesz musiał zakończyć swe Judaszowe życie".

Podobną ulotkę wydał 18 czerwca 1947 r. Informował w niej społeczeństwo o zlikwidowaniu jeszcze jednego szpicla, wspomnianego wcześniej byłego partyzanta oddziału, Czesława Śledzińskiego "Cygana", który wydał w ręce funkcjonariuszy UB braci Franciszka i Henryka Kucharuków, zamordowanych w drodze do Włodawy.

W porównaniu z innymi oddziałami działającymi na Lubelszczyźnie "Żelazny" doceniał znaczenie psychologiczne podania takich faktów do publicznej wiadomości. Stąd też pomimo tak dużej ilości informatorów (w 1949 posiadano ich 81) PUBP we Włodawie nie miał cennych konfidentów w otoczeniu "Żelaznego". Przyczyniła się do tego również akcja, jaką "Żelazny" na czele pięcioosobowej grupy wykonał 25 października 1949 r. na trasie kolejowej Włodawa - Chełm, która przyniosła zaskakujące efekty. W zatrzymanym na stacji Stulno pociągu partyzanci rozbroili 5 funkcjonariuszy MO i ORMO oraz dwóch oficerów WOP i LWP. Zabrali z pociągu 1.500.000 złotych oraz, co najważniejsze, ściśle tajną przesyłkę z PUBP we Włodawie do PUBP w Chełmie i wydziału III WUBP w Lublinie, zawierającą tzw. spec-pocztę z wykazem agentury. Zarządzony naprędce pościg nie dał rezultatu. W odpowiedzi na tę akcję, 31 października 1949 r. został przez naczelnika wydziału III kpt. Kaliszczuka przygotowany kolejny plan "opracowania" członków rodzin oddziału "Żelaznego". W sumie wytypowano 26 osób z bliższej i dalszej rodziny "Żelaznego".

Rok 1951 - ostatni etap epopei włodawskich partyzantów

Przełom w rozpracowaniu zaczął się rysować dopiero w marcu 1951 roku, gdy informator PUBP Włodawa Tadeusz Pilars ps. "Pieprzyk" doniósł, że w Zamołodyczach kwateruje w zabudowaniach rodziny Filipków czteroosobowy, podległy "Żelaznemu", patrol Karola Mielniczuka "Wacka". Tym razem funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa postanowili zaczekać z likwidacją tej grupy mając nadzieję, że dołączy do nich "Żelazny" ze swoimi ludźmi. W tym celu z jednej strony chcąc wypłoszyć partyzantów ze swoich kryjówek przeprowadzano akcje przeczesywania lasów i wsi przez żołnierzy KBW, z drugiej zaś strony wprowadzono do gry agenta o pseudonimie "Werba", który poprzez swego kuzyna - mieszkańca wsi Sosnowica Adama Zalewskiego - nawiązał, jako rzekomy przedstawiciel organizacji podziemnej, kontakt z grupą Mielniczuka. Miał on za zadanie zdobyć zaufanie Zalewskiego i następnie wprowadzić do gry kolejnego agenta, tym razem Wydziału I Departamentu III MBP o pseudonimie "Hubert", który wobec Zalewskiego i Filipka występował jako major "Burza". Do spotkania wymienionych doszło w dniu 10 sierpnia 1951 roku w Parczewie. Ukrywający się partyzanci poinformowani o spotkaniu przez Filipka i Zalewskiego uwierzyli w intencje wysłannika MBP mjr. "Burzy", ale nie zdołali nawiązać kontaktu z "Żelaznym", dlatego 11 września po uzyskaniu zgody MBP podjęto decyzję o likwidacji przebywających w bunkrze Karola Mielniczuka "Wacka" i Bronisława Wojciechowskiego "Leszka". Otoczeni partyzanci próbowali się przebić, udało im się zastrzelić jednego żołnierza KBW, jednak sami polegli w walce. Przy zabitych znaleziono zaszyfrowany list do "Żelaznego" z dwoma adresatami. Jednym z nich był Teodor Kaszczuk, zam. w Zbereżu, gmina Sobibór. Na podstawie tej informacji jak i późniejszego rozpracowywania łączniczki "Żelaznego", Reginy Ozgi "Rysi" UB doszło do przekonania, że ,,Żelazny '' przebywa w Zbereżu.

(Legitymacja WiN ze zdjęciem Reginy Ozgi. Na legitymacji widnieje podpis ,,Żelaznego'')

Ostatnia walka "Żelaznego"

W sobotę, 6 października 1951 roku we wczesnych godzinach rannych Grupa Operacyjna "W" w składzie 2 batalionów, wzmocniona funkcjonariuszami WUBP w Lublinie i PUBP we Włodawie (ok. 800 ludzi) okrążyła zabudowania rodziny Kaszczuków, w których kwaterowała czteroosobowa grupa "Żelaznego". W trakcie zamykania linii okrążenia przez jednostki KBW "Żelazny" podjął próbę przebicia się w kierunku północno - wschodnim. Partyzantom sprzyjało chwilowo szczęście, gdyż po zamknięciu okrążenia do środka "kotła" wszedł w celu sprawdzenia, gdzie są partyzanci dowódca 5 kompanii por. Daczkowski. Po przejściu 30 metrów natknął się na zbliżających się partyzantów, zadał im pytanie "kim są" i usłyszał odpowiedź, "nie strzelać tu idzie porucznik Kalinowski" - po czym partyzanci otworzyli ogień z broni automatycznej do stojącego w pobliżu strz. Brząkały (przewodnika psa służbowego). Następnie obrzucili leżących w linii żołnierzy granatami i ostrzeliwując się przerwali linię obławy. W czasie walki ze strony KBW śmiertelnie ranni zostali: por. Daczkowski, strz. Brząkała oraz celowniczy erkaemu strz. Jeleń. Po przerwaniu okrążenia partyzanci rozbroili leżącego w pobliżu strzelca wyborowego Papka i zmieniając kierunek marszu zaczęli się przemieszczać dalej. W odległości około 600 metrów od pierwszej linii okrążenia napotkali stojące przy drodze samochody, których pilnowało 5 żołnierzy KBW uzbrojonych w pistolety maszynowe. Partyzanci podali się za pracowników UBP, wzywając jednocześnie samochód po rannego żołnierza. Zdezorientowało to szoferów KBW i pozwoliło na ich obezwład- nienie. Spośród nich "Żelazny" zabrał ze sobą szofera samochodu Gaz- 67, st. strzelca Józefa Ciemniewskiego. Nie przypuszczał, że żołnierz KBW zamiast wywieźć trójkę partyzantów (czwarty - Stanisław Marciniak "Niewinny" pozostał z tyłu i ukrył się w zaroślach) poza zasięg obławy zawiezie ich wprost na operującą w pobliżu 2 kompanię oraz będąca w jej pobliżu grupę sztabową. Będąc obok dowództwa szofer uspokoił ich, że jest tutaj tylko kilku żołnierzy, następnie zatrzymał raptownie samochód i wyskakując z niego krzyknął: "Koledzy ognia. Bandyci!".

(Zbereże n/Bugiem. Miejsce ostatniej walki Edwarda Taraszkiewicza i jego żołnierzy. Polną drogą, widoczną
z lewej strony, partyzanci wyjechali Gazem-67 z lasu, próbując wyrwać się poza pierścień obławy. Kapliczka
stoi w miejscu gdzie zginął ppor. "Żelazny".)

W trakcie krótkiego starcia jakie się wywiązało, stojący najbliżej wyskakujących partyzantów strzelec Tadeusz Gąsiorowski spuścił psa służbowego w kierunku "Żelaznego" i otworzył ogień z pistoletu TT, zabijając go na miejscu. Dwóch pozostałych przy życiu partyzantów podjęło odwrót w kierunku północnym, po drodze zabijając na miejscu usiłującego ich zatrzymać byłego zastępce Naczelnika Wydziału III WUBP w Lublinie, por. Tadeusza Chachaja. W trakcie pościgu zabity został Stanisław Torbicz "Kazik" oraz ujęty ciężko ranny Domański Józef "Łukasz".

Po wygaśnięciu walki dwa plutony KBW przeszukały okoliczne krzaki i zarośla. W trakcie penetracji terenu ujęto Stanisława Marciniaka ps. "Niewinny". W sumie podczas dwóch starć poległo dwóch partyzantów. Ponadto ubecy zastrzelili udzielających partyzantom kwatery Natalię i Teodora Kaszczuków (wiadomo, że Kaszczuka zastrzelił z erkaemu strz. Kazimierz Figura z 6 kompanii 3 Brygady KBW). Zabójstwo nieuzbrojonego cywila nawet w świetle ówczesnych przepisów było karalne, jednak sprawca nie tylko nie poniósł konsekwencji, ale został za swój czyn przedstawiony do nagrody rzeczowej. W trakcie ostatniej walki, już w samym Zbereżu, zginęła jeszcze jedna osoba, której funkcjonariusze UB nie wymieniali w swoich raportach. Był nią mieszkaniec wsi Bytyń, Jan Todorowski, który w tym czasie przebywał w odwiedzinach u jednego z braci Kaszczuków - Józefa, mieszkającego niedaleko miejsca stacjonowania sztabu grupy operacyjnej UB-KBW. Został postrzelony przez przebiegającego obok zabudowań żołnierza KBW, gdy powodowany ciekawością, wyjrzał przez okno. Zmarł w wyniku odniesionych ran.

(Zdjęcie wykonane 6 X 1951 r. na dziedzińcu PUBP we Włodawie. Zabici przez grupę operacyjną UB-KBW
w Zbereżu nad Bugiem pow. Włodawa leżą od lewej: Stanisław Torbicz "Kazik" i Edward Taraszkiewicz
"Żelazny"; między nimi siedzi Stanisław Marciniak "Niewinny".)

Ze strony komunistów zginęło 3 żołnierzy KBW, 1 pracownik WUBP, ranny został 1 oficer KBW i 4 żołnierzy. Taki był bilans ostatniej walki "Żelaznego".

(,,Żelazny'', zdjęcie pośmiertne wykonane przez UB)

Po likwidacji części grupy, na podstawie zebranego w śledztwie materiału, aresztowano kilkadziesiąt osób, które pomagały "Żelaznemu". Już następnego dnia ujęto współpracownika oddziału Romana Dobro wolskiego, u którego znaleziono archiwum "Żelaznego". Jak trudnym był "Żelazny" przeciwnikiem dla funkcjonariuszy UB świadczy okoliczność, że ze znalezionej w jego notatniku listy z nazwiskami 31 osób podejrzewanych o współpracę z UBP, po sprawdzeniu w kartotece WUBP w Lublinie okazało się, że aż 14 spośród nich rzeczywiście figuruje w ewidencji informatorów.

Po likwidacji grupy zasłużeni w walce z nią funkcjonariusze awansowali. Płk Krupski kierujący pracą informatora "Jabłońskiego" został wkrótce Dyrektorem Departamentu III MBP. Inni zajęli mniej eksponowane stanowiska, np. szefów PUBP, czy też naczelników Wydziałów w WUBP w Lublinie.

Józef Domański Łukasz" i Stanisław Marciniak "Niewinny" zostali 14 sierpnia 1952 r. skazani przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie, na sesji wyjazdowej we Włodawie, na karę śmierci. Wyroki wykonano 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie. W tym samym procesie, na karę śmierci skazana została Regina Ozga "Lilka", której najwyższy wymiar kary zamieniono na dożywotnie więzienie (wolność odzyskała 26 lutego 1958 r.).

Romana Dobrowolskiego skazano na śmierć w pokazowym procesie na sesji wyjazdowej w Urszulinie. Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski i 3 grudnia 1951 r. wyrok został wykonany w więzieniu na Zamku w Lublinie. Jego siostra, Janina Dobrowolska, skazana została na 12 lat więzienia, z którego wyszła na wolność 30 kwietnia 1956 roku. Życie zaczynała od zera. Jej majątek, w tym dom, przejął Skarb Państwa i nigdy nie został zwrócony.

(Roman Dobrowolski)

Podobnie potoczyły się losy trzech synów Kaszczuków, którym również odebrano i rozgrabiono cały majątek, pozbawiając ich tym samym środków do życia... oczywiście życia po opuszczeniu więzienia, na które zostali skazani za współpracę z oddziałem "Żelaznego". Stanisław Kaszczuk został skazany na karę dożywotniego więzienia, Józef - na 12 lat więzienia i Bronisław - na 10 lat więzienia. Nawet dziewięcioletni Aleksander, najmłodszy syn Kaszczuków, został w ramach odpowiedzialności zbiorowej, ograbiony z ostatniej krowy, która pozostawała w rękach jego opiekunów.

(Stanisław Kaszczuk)

Ostatnim członkiem oddziału "Żelaznego", który poniósł śmierć z rąk komunistów był Zbigniew Pielach "Felek", "Kmicic". Żołnierz ten po śmierci dowódcy przeszedł pod rozkazy Stanisława Kuchcewicza "Wiktora" i wraz z nim prowadził walkę, aż do jego śmierci 10 lutego 1953 r. podczas akcji w Piaskach. Wraz z Janem Łuciem ps. "Zenek", w wyniku skomplikowanej gry operacyjnej UB, w której wybitną rolę ponownie odegrał agent "Jabłoński" (Wacław Topolski), został aresztowany i skazany na siedmiokrotną karę śmierci, zamienioną w 1954 r. na dożywocie, co dawało mu szansę na złagodzenie wyroku po amnestii w 1956 r. Z więzienia jednak nie wyszedł. Według oficjalnej wersji zmarł w szpitalu więziennym 25 października 1955 r. na zapalenie miedniczek nerkowych.

(opracowano na podstawie: Grzegorz Makus ,, ,,Jastrząb'' i ,,Żelazny'' - ostatni partyzanci Polesia Lubelskiego 1945-1951''


  • Polonia Restituta dla ,,Jastrzębia'' i ,,Żelaznego'' - czytaj...

Polecamy:


< Powrót do strony głównej >

a