a

 

Grudzień 1970

 

 

 

This text will be replaced by the flash music player.

Multimedialny portal poświęcony Grudniowi 1970

(Źródło: Biuletyn IPN nr 12/2010 )


2011 rok

1970 - W Elblągu też był Grudzień - czytaj...

Nie zapomnij o Janku - czytaj...

2010 rok

  • 40 rocznica Grudnia 1970 r. , Krzysztof Wyszkowski - wysłuchaj...
  • Polskie Grudnie - zbrodnie nie rozliczone , ''Warto rozmawiać'' (program Jana Pospieszalskiego) - obejrzyj...
  • ,,Niech żyje Jaruzelski, twój brat'' - czytaj...
  • Czarny czwartek - czytaj...
  • Bunt w republice szczecińskiej - czytaj...
  • Walczyliśmy o Polskę prawdomówną - czytaj...

11 grudnia - piątek

Warszawa - Biuro Polityczne KC PZPR zatwierdziło uchwałę Rady Ministrów o zmianie cen detalicznych i skierowało w tej sprawie list do podstawowych organizacji partyjnych w całym kraju. Wątpliwości co do słuszności uchwały zgłosił jedynie Stefan Jędrychowski. Projekt Gomułki mieli poprzeć E.Gierek i J. Cyrankiewicz. Ten ostatni zaproponował wprowadzenie podwyżki cen przed świętami Bożego Narodzenia. Zapowiedziana podwyżka cen miała objąć 45 grup towarów o podstawowym znaczeniu. Podniesione zostały ceny mięsa i przetworów mięsnych (średnio o 17,6%) , mąki żytniej i pszennej (o 16,6%) , ryb i przetworów rybnych (średnio o 11,7%), powideł, marmolady i dżemów (o 36,2%), kaszy jęczmiennej (o 31%), kaszy manny (o 23%), makaronu (o 15,3%) a także niektórych innych wyrobów spożywczych. Jednocześnie drożały niektóre materiały budowlane (cegła o 36,6%, dachówka o 17,8%, tarcica o 20,1%), węgiel (o 10%) i koks (o 20%).

Poza tym drożały niektóre tkaniny i wyroby bawełniane, obuwie skórzane , naczynia kuchenne, wyroby metalowe, motorowery i motocykle, niektóre wyroby papiernicze, niektóre meble, niektóre kosmetyki, zwłaszcza niezbędne do pielęgnacji niemowląt. Obniżono ceny 40 grup towarów: sprzętu RTV, pralek, lodówek, maszyn do szycia, niektórych tkanin (głównie syntetycznych), wyrobów farmaceutycznych, żarówek, farb i lakierów, zapałek i kilku innych grup. Zmiana cen oznaczała znaczne obniżenie poziomu stopy życiowej, zwłaszcza najuboższych (wzrost cen artykułów podstawowych, obniżka luksusowych).

Decyzja o podwyżce została podjęta w niekorzystnym kontekście społeczno-ekonomicznym. Od kilku lat realne dochody społeczeństwa pozostawały na niezmienionym poziomie. Jednocześnie z podwyżka cen zapowiedziano reformę płac, która, jak obawiali się robotnicy, sprowadziłaby się do obniżki zarobków. Duże znaczenie dla natężenia społecznej reakcji miał fakt, że ogłoszono ją bez uprzedzenia, na 10 dni przed świętami Bożego Narodzenia.

12 grudnia - sobota

Gdańsk, godz. 16.00 - W Stoczni im. Lenina - podobnie jak we wszystkich zakładach pracy całego kraju - odbywały się zebrania podstawowych organizacji partyjnych. Na spotkaniach odczytano list Biura Politycznego KC PZPR. W otwartym zebraniu na wydziale K-3 wziął udział członek Biura Politycznego i wicepremier Stanisław Kociołek, członek POP na tym wydziale. W spotkaniu uczestniczyło około 3000 robotników. Na wiadomość o podwyżce cen, przekazaną przez Kociołka, sala zareagowała protestami. W trakcie burzliwej dyskusji wicepremier oświadczył: ,,Ja do was po pomoc nie przyjechałem, macie robić swoje, pomocy nie potrzebuję''. Powiedział, że zarobki w tej grupie są stosunkowo wysokie. Zarzucił łamanie dyscypliny partyjnej tym, którzy zgłaszali wątpliwości. Spotkanie zakończyło się ogólnym zamieszaniem. Do Warszawy przekazano meldunek o nastrojach w Gdańsku: ,,Generalnie rzecz biorąc podstawowe organizacje partyjne odrzucają list Biura Politycznego''.

W zakładach pracy w całym kraju list Biura Politycznego wywołał bardzo różne reakcje - od milczenia - poprzez płacz , aż do wybuchów śmiechu włącznie. Także członkowie partii przyjęli krytycznie list Biura Politycznego. Szczególnie ostro zareagowały kobiety (np. w Łodzi).

Warszawa, godz. 20.00 - Za pośrednictwem radia i telewizji Władysław Gomułka poinformował społeczeństwo o podwyżkach cen.

13 grudnia - niedziela

Prasa codzienna opublikowała komunikat o podwyżce cen. Ze względu na okres przedświąteczny sklepy były otwarte. Opublikowano również stanowisko prezydium komitetu wykonawczego CRZZ popierające wprowadzenie podwyżki. CRZZ uznało, że jej wprowadzenie jest uzasadnione złymi zbiorami i niełatwą sytuacją w handlu zagranicznym.

Były przypadki zwrotu legitymacji partyjnych. Wśród ludzi widoczne było duże zaniepokojenie.

14 grudnia - poniedziałek - rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, który wkrótce rozszerzył się na inne przedsiębiorstwa. Następnego dnia doszło do pierwszych zamieszek, a strajk rozszerzył się na Gdynię. Gomułka, któremu przekazano nieprawdziwa informację o zabiciu przez tłum dwóch milicjantów, wydał rozkaz użycia broni. Do akcji wkroczyło kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy, uzbrojonych w broń maszynową, czołgi i transportery opancerzone.

16 grudnia w Gdańsku padli pierwsi zabici i ranni - o godz. 8 grupa młodych stoczniowców przeskoczyła ogrodzenie w pobliżu bramy nr 2 i zbliżyła sie do żołnierzy, którzy oddali salwę ostrzegawczą do góry a następnie strzelali z broni maszynowej w jezdnię pod nogi biegnących. Poległy 2 osoby a 11 zostało rannych. Stocznię ostrzelano też z helikoptera i z cięzkiego karabinu maszynowego zainstalowanego na czołgu.Robotnicy zaczęli skandować okrzyk ''mordercy''.

Tymczasem strajki i demonstracje rozszerzyły się na cały kraj. Do trzydniowych zamieszek doszło w Krakowie. 17 grudnia wojsko otworzyło ogień do idących do pracy stoczniowców Gdyni. Padły ofiary smiertelne. Podobie tragiczne wydarzenia miały miejsce w Elblągu i Szczecinie.

(17 XII 1970, Gdynia. Demonstranci niosą 18-letniego Zbigniewa Godlewskiego (,,Janka Wiśniewskiego'') i flagę umoczoną w jego krwi.

Bilans grudniowych represji przyniósł ponad 40 osób zabitych. Ranne zostały 1 164 osoby. Zatrzymano przeszło 3 tysiące osób. Były przypadki rozjeżdżania ludzi gąsienicami czołgów. To oficjalne dane, rannych mogło być znacznie więcej, nawet kilka tysięcy, gdyż nie wszyscy zgłaszali się na pogotowie czy do szpitali obawiając się represji.

W wyniku starć oraz wypadków zginęło też kilku funkcjonariuszy MO oraz żołnierzy LWP, a kilkudziesięciu zostało rannych. Zniszczeniu uległo kilkanaście pojazdów wojskowych, w tym transportery BTR i czołgi. Podpalono 17 gmachów (w tym budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku i Szczecinie), rozbito 220 sklepów, podpalono kilkadziesiąt samochodów.

Niektórzy historycy twierdzą że ze względu na liczbę ofiar, wewnątrzpartyjne rozgrywki w PZPR posłużyły skompromitowaniu Gomułki i w efekcie odsunięcia go od władzy (na stanowisku pierwszego sekretarza KC PZPR zastąpił go 20 grudnia Edward Gierek ).

Według ustaleń historyków w głębi kraju strajkowało wtedy ponad 20 tysięcy osób.

(opracowano na podstawie ''Grudzień 1970'' Editions Spotkania, 1986 r., zdjęcia pochodzą z biuletynu IPN nr 2/2001 r.)


Grudzień 1970 - masakra na Wybrzeżu

Chłopcy z Grabówka, chłopcy z Chyloni,
Dzisiaj milicja użyła broni,
Dzielnieśmy stali i celnie rzucali.
Janek Wiśniewski padł. (...)

Jeden zraniony, drugi zabity,
Krwi się zachciało słupskim bandytom,
To partia strzela do robotników,
Janek Wiśniewski padł.

Autor ballady o Janku Wiśniewskim - Krzysztof Dowgiałło, nadał to symboliczne imię - temu, co: "Na drzwiach ponieśli go Świętojańską" . Masakra gdyńska była najbardziej krwawa, przeprowadzona na zamówienie władz, by pokazać, że "kto podnosi rękę na władzę ludową, temu władza tę rękę utnie" - jak to w 1956 sformułował Cyrankiewicz. Zenon Kliszko bez ogródek dodawał do tego w 1970 roku - "zginie trzystu robotników, ale bunt zdławimy" . Zastawili więc pułapkę pod gdyńską stocznią, bo nie było stamtąd jak uciekać, aby wziąć krwawy odwet na znienawidzonym sanacyjnym mieście.

W grudniu 1970 roku robotnicy zbuntowali się przeciwko komunistycznej władzy. Doszło do spontanicznych protestów w wielu miastach Wybrzeża, m.in. w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie, Elblągu i Słupsku. Wszystko zaczęło się od strajku zorganizowanego 14 grudnia w stoczni gdańskiej. Od 15 grudnia trwały strajki i demonstracje w Gdyni i Szczecinie, od 16 grudnia demonstrowano też w Słupsku i Elblągu. Doszło do gwałtownych wystąpień ulicznych w Gdańsku, o których po latach wspomina Joanna Wojciechowicz (w latach 80. kierowała Agencja Informacyjną Solidarności):

- Pracowałam wtedy w Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Gdańsku, która
mieściła się w budynku Miejskiej Rady Narodowej, obecnie budynek Urzędu Miasta. Następnego dnia, tj. we wtorek, 15-go grudnia, niewielu z nas przyszło do pracy. (...) Około 7:30 na ul. 3-go maja, na wysokości "Żaka" pojawił się ogromny, szary pochód. (...) W każdym razie, około 8-ej rano, pochód stoczniowców zaczął szturmować budynek Milicji, dokładnie naprzeciwko nas. Leciały kamienie w szyby i pojawiały się raz po raz jakieś ognie. Trzeba było kilku lat, żeby się dowiedzieć, ze stoczniowy pochód przyszedł odbić swoich, strajkowych przywódców. (...) Około 8:05 ze zdumieniem zobaczyłam, ze ktoś spośród stoczniowców, uderzony czymś w ramię, nagle pada. Potem drugi, trzeci... Nie mogłam pojąć, dlaczego? Dlaczego, ten uroczy chłopak z flagą, zakręcił się nagle dookoła siebie samego i upadł na bruk ulicy? Potrzeba było dobrych kilku minut, żebym uwierzyła w to, co się dzieje. To były prawdziwe strzały, z ostrej amunicji, oddawane z naszego budynku, z piwnicy, dokładnie 5 pięter pod nami. (...).

To partia strzela do robotników

Władysław Gomułka zdecydował o użyciu wobec demonstrantów broni palnej i wprowadzeniu do Gdańska wojska. Żadna z osób obecnych na posiedzeniu ścisłych władz PZPR nie zgłosiła sprzeciwu wobec tej decyzji, także ówczesny szef MON gen. Wojciech Jaruzelski. Gomułka podjął decyzję po przedstawieniu mu nieprawdziwej - jak już dziś wiadomo - informacji o zabiciu przez demonstrujących dwóch milicjantów.

- Przede wszystkim, to był szok. Nikt jeszcze na dobre nie uwierzył, co się naprawdę stało. "To partia strzela do robotników" - śpiewano potem. Wtedy, choć wiedzieliśmy już, że ci wszyscy strzelcy byli gotowi i ukryci w piwnicy naszego budynku, to jednak ciągle w to nie mogliśmy uwierzyć, widząc dosłownie 10-tki ciał. Pewnie większość z tych osób była ranna, a nie nieżywa, ale potworne zdziwienie, z powodu ich liczby było takie, ze wszyscyśmy jakby zamarli. Nikt, już nie mówił o niczym. Skończyła się euforia, zaczęła się zgroza - wspomina Joanna Wojciechowicz.

Następnego dnia, zgromadzone przed bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej wojsko, otworzyło ogień do opuszczającej teren stoczni grupy robotników, na cześć poległych wówczas osób w 1980. postawiono w tym miejscu pomnik Poległych Stoczniowców. Strzelano do "chuliganów, bandytów i kontrrewolucyjnych wichrzycieli", do "rozjuszonego tłumu", twierdziła wtedy oficjalna propaganda.

Krwawy Kociołek to kat Trójmiasta

Tego samego dnia wieczorem w gdańskiej telewizji wystąpił wicepremier i były I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku, Stanisław Kociołek. Wezwał wszystkich do powrotu do pracy. Gdy jednak następnego dnia o świcie na stacji kolejki SKM w Gdyni Stoczni, wysiadały grupy robotników spieszące do pracy, wojsko blokujące na polecenie Zenona Kliszki Stocznię im. Komuny Paryskiej otworzyło ogień - padły kolejne ofiary. Prawdziwej masakry dokonywali tam strzelcy pokładowi z helikopterów, którzy strzelając ostrą amunicją z powietrza, nie mogli przecież trafiać w nogi - a takie było ponoć oficjalne zalecenie władz z Warszawy. Admirał Janczyszyn, były dowódca Marynarki Wojennej stwierdził w udzielonym wywiadzie dla Sekcji Historycznej NSZZ "Solidarność", że Kociołek o zarządzonej blokadzie SKP wiedział, jeśli nawet przesunięcie blokady od bramy stoczni do przystanku kolejki elektrycznej dokonane zostało poza jego wiedzą, to jak nazwać wysłanie ludzi do zamkniętych i obstawionych wojskiem gdyńskich zakładów pracy?

Rozgoryczony - komunistyczną krwawą zemstą, gdyński tłum formował się kilkakrotnie. I to właśnie spod stoczni niesiono na drzwiach ofiary, w kilkukilometrowym pochodzie m.in. ulicą Świętojańską pod budynek Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni. Całodzienne zamieszki przeniosły się do Śródmieścia Gdyni, gdzie potem w dosłownych łapankach, chwytano często zupełnie przypadkowych przechodniów i poddawano strasznym torturom w komisariatach milicji i podziemiach budynku MRN. Grudzień 1970. na trwałe i bardzo krwawo zapisał się w powojennej historii Gdyni.

17 grudnia strajki i zamieszki rozpoczęły się także w Szczecinie, gdzie także były ofiary. Protesty trwały również w Słupsku, Elblągu, Krakowie i Wałbrzychu oraz w innych miastach. 17 grudnia do Gomułki dzwonił zaniepokojony sytuacją w Polsce generalny sekretarz KPZR Leonid Breżniew, który miał podkreślać, że "na ulice wyszli robotnicy". Gomułka miał mu odpowiedzieć, że to nie robotnicy, lecz kontrrewolucja i że zostanie stłumiona tak jak Lenin stłumił antybolszewickie powstanie marynarzy w Kronsztadzie w 1921 r.

Padają dzieci, starcy, kobiety

Według oficjalnych danych, w grudniu 1970. na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga zginęły 44 osoby, a ponad 1160 zostało rannych. Prawdziwa liczba ofiar - chodzi tu przede wszystkim o rannych - może być większa. Lekarze bowiem - obawiając się represji wobec uczestników zamieszek - nie zarejestrowali udzielenia pomocy wielu osobom, wielu poszkodowanych nie podawało nazwisk. Wiarygodność tych danych podważają również przekonujące relacje mieszkańców Trójmiasta, opowiadający m.in. o tym, że widzieli np. postrzelone śmiertelnie kobiety, których jednak w oficjalnym spisie brak.

Osoby mieszkające wtedy, przy Cmentarzu Witomińskim w Gdyni - pamiętają, że w nocy z 19 na 20 grudnia 1970. ulica Witomińska została dla ruchu zamknięta, następnie na cmentarz wjechały samochody ciężarowe. Rano okazało się, że jedna z cmentarnych alejek została świeżo przekopana. Relacjonujący to wydarzenie dla Sekcji Historycznej NSZZ "S" są przekonani, że zakopano wtedy w alejce anonimowe zwłoki. Trudno sobie zresztą wyobrazić, po co innego miano by rozkopywać potajemnie i nocą, cmentarną ziemię? Wiele takich grobów, może się również znajdować w okolicznych trójmiejskich lasach. Poza ofiarami śmiertelnymi i rannymi, kilka tysięcy osób aresztowano i poddano różnorodnym represjom, m.in. zwolnieniom z pracy. Wiele rodzin zostało zastraszonych i zmuszonych do milczenia o ofierze swych bliskich.

Za chleb i wolność, za nową Polskę

Najczęściej, wciąż jako jedyny powód grudniowych protestów, podaje się drastyczną podwyżkę cen na podstawowe artykuły spożywcze, jaką 12 grudnia 1970. ogłosił rząd PRL. Tymczasem podwyżka była jedynie kroplą przepełniającą czarę. Oto, co na ten temat napisano m.in. w pracy zbiorowej, opracowanej przez Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego w 1988 roku:

"Postulaty z lat 1970/71 są równie polityczne i systemowe w swej krytyce systemu leninowskiego jak postulaty z 1980 roku. Jeszcze przed stworzeniem KOR-u i aktywizacją społeczną kościoła katolickiego robotnicy wyraźnie sformułowali program, który mógłby być programem "Solidarności": wolne związki zawodowe niezależne od Partii, rządu i kierownictwa zakładu pracy. Ich zainteresowania wykraczały poza płace i warunki pracy po samo państwo leninowskie i zawierały szeroką krytykę strukturalną władzy i jej przywilejów. Jeszcze bardziej godne uwagi jest to, że nie byli po prostu antypaństwowi i nastawieni na zniszczenie, ale proponowali alternatywne rozwiązania obejmujące główne postulaty, jakie przyniosła 10 lat później "Solidarność".

Tego rodzaju dojrzałość polityczna była dla komunizmu tak niebezpieczna, że władza postanowiła brutalnie spacyfikować zamieszki i niepokoje społeczne, nawet za cenę ofiar po swojej stronie. Wzrost napięcia politycznego spowodował bowiem przesilenie na szczytach władzy i zmianę ekipy rządzącej. Kierujący państwem od 1956 r. Gomułka został zmuszony do ustąpienia. 20 grudnia 1970 r. nowym I sekretarzem Komitetu Centralnego PZPR został Edward Gierek, dotychczas kierujący wojewódzką organizacją partyjną w Katowicach. Zmienił się też premier - Józefa Cyrankiewicza (pełniącego tę funkcję z dwuletnią przerwą od 1947 r.) zastąpił generał Piotr Jaroszewicz.

Kilka ujęć z Grudnia 1970 w Gdyni, patrz tutaj.

http://www.youtube.com/watch?v=0kkLQf7Vbz4

Mariusz A. Roman


Zobacz również:

 

Powrót do strony głównej