Historia współczesna

Zygmunt Olechnowicz ''Zygma'', ''Grom'' - żołnierz IV batalionu 77 pp AK, adiutant ppor. Anatola Radziwonika ''Olecha'', ciężko ranny i ujęty przez NKWD, skazany na 25 lat łagrów.

Takich jak On było tysiące, dziesiątki tysięcy. Nie złozyli broni, nie poddali się, walczyli o Polskę. Jednak czytając życiorysy wielu z nich , to Jego historia wstrząsnęła mną. Dogorywał w łagrach .... jeszcze na początku lat 90-tych XX wieku. Już w wolnej Polsce. Zapomniany, wyklęty żołnierz.

Opracowanie, zdjęcia pochodzą z serwisu podziemiezbrojne.blox.pl

Zygmunt Olechnowicz to jeden z setek czy nawet tysięcy żołnierzy AK - mieszkańców Ziemi Lidzkiej, którzy w momencie próby "mogąc wybrać, wybrali zamiast domu gniazdo na skałach orła i umieli żyć, gdy źrenice czerwone od gromu. i słychać jęk szatanów w sosen szumie. - tak żyli".

O Zygmuncie Olechnowiczu usłyszałem przed kilkunastu laty. Początkowo był dla mnie, wówczas młodego historyka zajmującego się Armią Krajową na Nowogródczyźnie, jednym z wielu, mających stopień, przydział, pseudonim i odwagę chłopców z Kresów, którzy podobnie jak ich rówieśnicy z Warszawy czy Lubelszczyzny wstąpili do AK.  Był po prostu jednym z setek czy nawet tysięcy żołnierzy AK -  mieszkańców Ziemi Lidzkiej,  którzy w momencie próby: "mogąc wybrać, wybrali zamiast domu gniazdo na skałach orła i umieli żyć, gdy źrenice czerwone od gromu. i słychać jęk szatanów w sosen szumie.- tak żyli".
Szczerze, nie próbowałem nawet pochylić się nad żadnym z nich z osobna. Jakimś Wrzosem, Żubrem, Misiem i innymi. Był wśród nich też Zygmunt zwany "Zygmą", a przez innych  "Gromem" - bo takie miał pseudonimy. Po prostu był jednym z nich, i tyle.

Poszukując prawdy i wiedzy o batalionach, kompaniach czy  placówkach, walkach z Niemcami i partyzantką sowiecką, goniłem za relacjami i dokumentami, które miały tworzyć i budować mój - ówczesnego magistranta historii - obraz  Armii Krajowej - gdzieś tam nad Niemnem.
Pośród wielu, wspaniałych ludzi, w większości już dziś nieżyjących żołnierzy i mieszkańców Nowogródzkiego, którzy okazali mi wielką pomoc w moich badaniach historycznych, był Czesław Olechnowicz. Pan Czesław już nie żyje, ale to dzięki niemu "poznałem" Zygmunta - bohatera niniejszego tekstu. Plonem spotkań z Panem Czesławem, był przed przeszło 12 laty tekst poświęcony jego bratu, Zygmuncie. Artykuł miał tytuł "Zygma". Z różnych, niezależnych ode mnie przyczyn, dziś już zresztą nie istotnych, tekst nie ukazał się. Niemniej, uznałem, a co najważniejsze uznała redakcja Niezależnej Gazety Polskiej, że historia losów Zygmunta Olechnowicza warta jest przedstawienia, za co dziękuję.

Epitafium dla Zygmunta 
             
                

Olechnowiczowie

Zygmunt Olechnowicz urodził się w 1926 roku w Lidzie, mieście powiatowym województwa nowogródzkiego. Pochodził z rodziny drobnej kresowej szlachty, bardzo patriotycznej i oddanej  walce o Niepodległość w okresie rozbiorów. Z tego też powodu, podobnie jak dziesiątki tysięcy innych, podobnych rodów szlachty zaściankowej czy okolicznej dawnego Wielkiego Księstwa, stara szlachecka rodzina Olechnowiczów w wyniku represji i szykan caratu została w drugiej połowie XIX wieku mocno spauperyzowana ekonomicznie. Niemniej Zygmunt, podobnie jak jego czworo rodzeństwa wzrastał w domu rodzinnym, który był przepełniony atmosferą patriotyzmu i służby Rzeczypospolitej.
Wybucha wojna, o świecie 17 września 1939 roku Sowieci przekraczają wschodnią granicę Polski. Korpus Ochrony Pogranicza broni kresowych rubieży przed przeważającymi siłami Armii Czerwonej. Dzielnie walczy Grodno. Nic już jednak nie jest w stanie odmienić losu Polski. Dokonuje się rozbiór drugiej RP. Kresy wschodnie wraz z  Lidą (zajętą przez bolszewików 18 września 1939 roku) zostają, włączone do ZSRS. Rozpoczyna się pierwsza okupacja sowiecka.

Niemal od samego początku okupacji, od wczesnej jesieni 1939 roku powstaje w Lidzie polska konspiracja. Wśród wielu samorzutnie i oddolnie tworzonych organizacji konspiracyjnych, już od listopada 1939 roku działa w Lidzie siatka kierowana przez Zygmunta Waszniewskiego. Grupa ta zostaje podporządkowana wileńskiej organizacji konspiracyjnej o nazwie "Komisariat Rządu" (KR), a następnie - w końcu grudnia 1939 roku SZP - ZWZ. W szeregach konspiratorów są też Olechnowiczowie. Organizacja ma charakter wywiadowczy, zbierane są m.in. informacje o stacjonujących w Lidzie sowieckich lotnikach oraz innych formacjach wojskowych. Organizowany jest również przerzut ludzi "spalonych" i zagrożonych aresztowaniem przez NKWD na terytorium okupującej Wilno z nadania sowieckiego, acz formalnie (wówczas jeszcze) niezależnej od ZSRS Republiki Litewskiej.
W wiosną 1940 roku lidzki "KR" zostaje rozpracowany przez NKWD, a w końcu maja rozbity aresztowaniami. Na liście 35-u konspiratorów siatki, aresztowanych przez bolszewików, są również Stanisław i Pelagia Olechnowiczowie, rodzice Zygmunta. Oboje zostają osądzeni i skazani. W dokumentach Centralnego Państwowego Archiwum Rewolucji Październikowej i Budownictwa Socjalistycznego BSSR istnieje następujący wpis: ".Pelagia Olechnowicz c. Franciszka, urodzona w 1898 roku w Dźwigunach, w powiecie nowogródzkim, została w dniu 19 września 1940-go roku osądzona przez Komisję Specjalną NKWD BSSR i na mocy paragrafów 64 i 76 pozbawiona wolności na lat osiem.".
Nie wiem jaki wyrok dostał ojciec Zygmunta, w każdym razie oboje rodzice zostali wywiezieni w głąb Rosji. Nieletnim dzieciom udaje się uniknąć deportacji i szczęśliwie dotrwać do wojny niemiecko - sowieckiej. Nadchodzi nowa okupacja.
W dniu 22 czerwca 1941 roku Niemcy, łamiąc traktaty uprzednio zawarte ze Stalinem, atakują ZSRS. Zwycięski Wehrmacht idzie jak burza przez powalone Sowiety. W ciągu pierwszych dwóch tygodni działań wojennych całe Kresy Wschodnie, zajęte w 1939 roku przez bolszewików, zostają im odebrane.  Rozpoczyna się druga okupacja.

".za Niemca"

Pozorna ulga od sowieckich wywózek i aresztowań, którą przynoszą Niemcy mija bardzo szybko. Niemal równolegle z eksterminacją Żydów, rozpoczyna się rzeź resztek pozostałej jeszcze, nie zniszczonej inteligencji polskiej. Niestety uczestniczą w tym również nacjonaliści białoruscy. Rozpoczyna swą pracę Gestapo. W lasach coraz śmielej poczyna sobie partyzantka sowiecka, powstająca na bazie pozostałych na tyłach Wehrmachtu maruderów i dezerterów z Armii  Czerwonej oraz tysięcy, w efekcie nie do upilnowania, jeńców bolszewickich. Tymczasem ludność polska, liżąc rany po  okupantach sowieckich, rozpoczyna organizować się na nowo w konspirację. Zaczynają się tworzyć struktury Armii Krajowej.

Nowogródzka AK jest najsilniej reprezentowana w Lidzkiem. Wiosną 43-roku funkcjonuje tam już kilka polskich oddziałów partyzanckich. Walczącą one przeciw władzom okupacyjnym, jak i bronią miejscowej ludności przeciw napadom grasujących band rabunkowych i partyzantom sowieckim mordującym przede wszystkim żywioł polski.
Czesław Olechnowicz - starszy brat Zygmunta - jest zaprzysiężonym członkiem AK. Początkowo jako żołnierz placówki konspiracyjnej Kolesiszcze pod Lidą, a następnie - od września 43-go - jest dowódcą drużyny w kompanii, a następnie w IV batalionie  77 pułku piechoty AK pod dowództwem p orucznika Czesława Zajączkowskiego ps. "Ragner" . Tymczasem Zygmunt, przebywający w Lidzie, zostaje w drugiej połowie 1943 roku aresztowany przez Gestapo. Powód tego zatrzymania nie jest znany, niemniej z późniejszych relacji Zygmunta, złożonych bratu wydaje się, że aresztowanie było przypadkowe i nie miało związku konspiracją w szeregach AK.

Zygmunt przebywa w więzieniu w Lidzie, skąd po kilkunastu tygodniach zostaje zakwalifikowany do transportu. Trudno dociekać dokąd. Czy na roboty, czy też do obozu koncentracyjnego lub zagłady? Nie dowie się też tego nigdy Zygmunt, który brawurowo ucieka z jadącego na zachód pociągu pełnego więźniów. Udaje mu się to uczynić jeszcze na terenie "Ostlandu" .
Jest spalony w Lidzie. Nie pozostaje mu więc nic innego, jak rozpocząć "życie partyzanta". Z początkiem 1944 roku rozpoczyna służbę w IV batalionie ppor. "Ragnera", gdzie spotka się ze swoim bratem Czesławem. Rozpoczyna się nowy etap w życiu Zygmunta, który przyjmuje pseudonim "Zygma".                

U Komendanta "Ragnera"

Żołnierze Komendanta "Ragnera" walczą w szczególnie trudnym terenie, zamieszkałym przez ludność mieszaną, polską i białoruską. Mają przeciw sobie zarówno Niemców jak i, a może przede wszystkim, partyzantkę sowiecką, która z wyjątkową zaciekłością zwalcza żywioł polski i Armię Krajową. W okolicy operują też liczne bandy rabunkowe. Batalion rozlokowany na północnym brzegu Niemna, broni podległego sobie terytorium i jego mieszkańców przed atakami z południa - zza rzeki - prowadzonymi przez liczne i dobrze uzbrojone grupy bolszewików. W nieustannych walkach żołnierze AK odnoszą sukcesy m.in. w bitwach pod Morgami, Pacukami, Mociewiczami czy Filonowcami. Dowództwo batalionu zdając sobie sprawę z obecności na swoim obszarze bolszewickich komórek wywiadowczych, wydziela do walki z nimi specjalny pluton pod dowództwem "Cześka" czyli Czesława Olechnowicza. W plutonie tym służy też "Zygma".

Wiosną 1944 roku Armia Czerwona zbliża się do granic RP. Armia Krajowa przystępuje do realizacji planu "Burza". Okręg Nowogródzki "Nów" połączony już wtedy z Okręgiem Wileńskim "Wiano" ma za zadanie zdobyć Wilno.
Jakkolwiek znaczna część nowogródzkich batalionów już w pierwszych dniach lipca 44' podąża do swoich rejonów koncentracji, przed uderzeniem na Wilno, to jednak IV batalion ppor. "Ragnera" otrzymuje inne rozkazy. "Ragnerowcy" mają jak najdłużej bronić linii Niemna przed sowiecką partyzantką.  Dopiero w ostatniej chwili batalion rusza na Wilno, pozostawiając zresztą nad Niemnem patrole dla ochronny miejscowej ludności. W efekcie w walkach o miasto, oddalone o przeszło 100 kilometrów na północ, jednostka udziału nie bierze.
W momencie, gdy "Ragnerowcy" pod Wilno dotarli, było już po bojach z Niemcami. W przeszło tydzień po wyzwoleniu Wilna, NKWD aresztuje większość oficerów sztabów obu okręgów AK.

Trzecia Okupacja

Ci jednak oficerowie AK, którzy uniknęli aresztowani w Wilnie i w jego okolicach podejmują decyzję, by wracać na swoje "stare partyzanckie meliny". W powszechnym chaosie, tropieni przez Sowietów żołnierze kresowi podejmują różnorakie decyzje. Jedni decydują się przedzierać się do Polski centralnej, by tam kontynuować walkę, sądząc że długo nie uda im utrzymać się na Wileńszczyźnie. Inni postanawiają przeczekać i  rozchodzą się do domów. Komendant "Ragner" decyduje się wracać nad Niemen i tam bronić, tak mu oddanej wcześniej, miejscowej ludności przed spodziewaną zemstą czerwonych. Rozpoczyna się trzecia okupacja. Pluton "Cześka" przebija się  na południe i dociera do swoich dawnych kwater. Niestety Zygmuntowi się to nie udaje. Odłączywszy się od grupy, wpada w ręce Sowietów.

Początkowo, wraz z setkami innych, pojmanych w Puszczy Rudnickiej Akowców, przetrzymywany jest w naprędce stworzonym przez bolszewików obozie, mieszczącym się w ruinach zamku w Miednikach Królewskich koło Wilna. Stamtąd zostaje wysłany do Kaługi. Historia się powtarza. I z tego transportu udaje mu się uciec. Po kilkumiesięcznym przedzieraniu się przez Rosję, pieszo, lasami, korzystając z dobrego serca chłopa rosyjskiego i białoruskiego, dociera na Nowogródczyznę.
W tym czasie na Kresach szaleje czerwony terror, im bardziej się nasila tym mocniej wzmaga się opór. Rozbite formacje i poległych oficerów zastępują nowi. W dniu 3 grudnia 1944 roku, obława wojsk wewnętrznych NKWD rozbija pod wioską Niecieczą oddział ppor. "Ragnera", wówczas dowódcy Zgrupowania "Południe" Okręgu AK. Padł Komendant, poległ jego brat Leon ps. "Drzewica" i co najmniej 4 podkomendnych.  Śmiertelnie ranny zostaje plutonowy "Ojciec" . Giną kolejni oficerowie pododdziałów Zgrupowania "Południe": "Pion", "Pazurkiewicz", "Kuna". Dla niektórych śmierć przychodzi w boju, inni jak "Pazurkiewicz" umierają w publicznych egzekucjach. W nocy 21 stycznia 1945 roku, śmierć w mundurze NKWD zabiera Komendanta Zgrupowania "Północ", por. Jana Borysewicza "Krysię". Porucznik Jan Borysewicz "Krysia", jeden z najzdolniejszych i najdzielniejszych żołnierzy Nowgródczyzny ginie pod wsią Kowalki w Puszczy Nackiej, zaledwie kilka kilometrów od miejsca, gdzie w 1863 roku, poległ jego wielki poprzednik, inny kresowy rycerz - Ludwik Narbutt - naczelnik Powstania Styczniowego w Lidzkiem.

Akowskie szeregi się wykruszają. Dowodzenie nad siatką konspiracyjną i grupami operującymi w lasach powiatów Lida i Szczuczyn Nowogródzki obejmuje ppor. Anatol Radziwonik noszący pseudonimy "Olech", "Mruk", "Ojciec" . "Zygma" zostaje jego adiutantem. Los złączy ich na lata. Odtąd razem będą maszerować leśnymi duktami, przedzierać się przez niedostępne rojsty, cierpieć zimno w puszczańskich ziemiankach i walczyć z sowiecką władzą. Rozdzieli ich dopiero śmierć Komendanta "Olecha" w lasach w koło wioski  Raczkowszczyzna. Nastąpi to jednak dopiero w maju 1949 roku.

Nauczyciel ze wsi Iszczołniany

Kim był ppor. Anatol Radziwonik? Wiemy, że urodził się w Rosji w 1916 roku. Według dostępnych dokumentów ojciec Anatola - Konstanty - pochodził z Wołkowyska, gdzie pracował jako kolejarz. Matka zaś, z domu Makowiecka, wywodziła się z prawosławnej rodziny ze wsi Piekary. Anatol ukończył w okresie międzywojennym Państwowe Męskie Seminarium Nauczycielskie w Słonimiu, na Nowogródczyźnie. Jak wynika z jego świadectwa szkolnego, wydobytego z archiwum w Grodnie przez Andrzeja Poczobutta, był prawosławny. Czy w związku z tym czuł się też Białorusinem? W kwestionariuszu, który "Olech" musiał wypełnić dla władz sowieckich w 1940 roku podał narodowość polską. Było to wówczas aktem sporej odwagi, biorąc pod uwagę fakt, że nauczyciel, rezerwista WP i na dokładkę deklaratywnie Polak kwalifikował się do pierwszej grupy przeznaczonych do wywózki.  Pytanie czy w ogóle warto to roztrząsać? Moim zdaniem nie. Najważniejszy jest fakt, że walczył o niepodległość Polski w szeregach AK przeciw Niemcom i bolszewikom. Później zaś, mimo możliwości wyjazdu na zachód - do Polski centralnej - postanowił do końca bronić życia i godności ludności Kresów (i to zarówno ludności polskiej jak i białoruskiej) wywożonej, niszczonej i mordowanej przez komunistów.
Partyzantka "Olecha" miała i to wydaje mi się istotne, charakter nazwijmy go "internacjonalny". W szeregach tych antykomunistycznych żołnierzy był Mikołaj ps. "Zielonyj", Białorusin ps. "Poleszuk". Znalazł się tam nawet Francuz ps. "Peter". Wielu ze współpracujących z "Olechowcami", mieszkańców Ziemi Lidzkiej była pochodzenia białoruskiego. Komendant miał też swoje wtyczki w lokalnym aparacie komunistycznym. W sielsowietach, rajkomach, nawet wśród milicji.

Po ukończeniu seminarium, podjął pracę w szkole wiejskiej w Iszczołnianach koło Żołudka w powiecie Szczuczyn Nowogródzki. Był nauczycielem i harcerzem. Podobno za "pierwszego Sowieta" się ukrywał. Nie został wywieziony. Po wkroczeniu Niemców przystąpił do pracy konspiracyjnej. Od 1944 roku walczył w szeregach partyzantki, dowodząc jednym z plutonów VII batalionu 77 pułku piechoty AK, pod wodzą legendarnego por. Jana Piwnika "Ponurego". Podobnie jak większość żołnierzy Nowogródzkiego AK pod Wilno w lipcu 44' dotarł, lecz w walkach o miasto wziąć udziału nie zdążył. Wrócił w Lidzkie i na nowo podjął walkę o Kresy. Początkowo jest jednym z lokalnych dowódców grup Akowskich. Po śmierci Komendantów: "Krysi", "Ragnera" i "Lalusia" oraz likwidacji części struktur AK i ewakuowaniu żołnierzy "za kordon", zostanie sam na placu boju.

Zbrojna walka z sowiecką okupacją na Nowogródczyźnie, której ster, jako ostatni  podjął ppor. Anatol Radziwonik trwała nieprzerwanie od lipca 1944 roku (czyli powtórnego wkroczenia Armii Czerwonej w granice RP) do początku lat pięćdziesiątych. Po faktycznej likwidacji struktur dowodzenia Okręgu Nowogródzkiego AK i ewakuacji części żołnierzy podziemia do Polski centralnej, późnym latem 1945 roku, na terenie Nowogródzkiego pozostało jeszcze wielu konspiratorów. Z dokumentów sowieckich wynika, że w 1945 roku "Olechowi" podlegało co najmniej 800 do 900 ludzi w dawnych powiatach - obwodach Lida i Szczuczyn. Większość z nich była zorganizowana w siatce konspiracyjnej. W lasach operowało stale parę grup liczących od kilku do kilkunastu, a czasami kilkudziesięciu partyzantów. W wyjątkowych sytuacjach, na poważniejsze akcje tworzono większe zgrupowania, mobilizując ludzi z terenowej siatki konspiracyjnej. Należy podkreślić, że jakkolwiek "Olechowa" partyzantka" miała charakter głównie samoobrony ludności Ziemi Lidzkiej, to do końca swego istnienia funkcjonowała w nazewnictwie (i tak też zapisała się w pamięci miejscowych po dziś dzień) jako Armia Krajowa - zupełnie inaczej niż w Polsce centralnej, gdzie mając do czynienia z antykomunistycznym podziemiem, słyszymy nazwy takie jak: AKO, WiN, NZW, KWP.

Komendant Radziwonik podejmując decyzję o pozostaniu na Kresach, postanowił przede wszystkim bronić ludności przed kołchozacją i terrorem bolszewików. Niszczono więc powstające spółdzielnie, odbierano zabójcze dla chłopów kontyngenty nakładane przez lokalne władze, atakowano posterunki milicji i sielsowiety. Tępiono donosicielstwo i agenturę.
Wielokrotnie zastanawiałem się, czy Ci ostatni kresowi partyzanci w istocie wierzyli w wybuch trzeciej wojny światowej. Wojny pomiędzy niedawnymi naszymi  sojusznikami - zachodnimi aliantami, a ZSRS? Czy większość z nich wierzyła w to, że nastanie konflikt powszechny, który przyniesie niepodległość Polsce i zniszczy Sowiety. Tego do końca nie wiem, choć z relacji nielicznych, którzy przeżyli zagładę, wiem  że tak  sądzili. Jestem pewny natomiast, że chłopcy ppor. "Olecha" byli zdeterminowani i gotowi na śmierć w tej nierównej walce z komunistami i wiem że ich sytuacja była zdecydowanie trudniejsza od kolegów "zza kordonu". O tej szaleńczej wręcz determinacji niech świadczy, jakże powszechny u nich "obyczaj" nie oddawania się żywym w ręce bolszewików. Ostatnią kulę zostawił dla siebie wspomniany już "Kuna". Dobił się też sierżant Wacław Klukiewicz ps. "Irena", zastępca ppor. Radziwonika .
Gdy 17 maja 1947 roku jego oddział wpadł w zasadzkę w Starodworcach koło Wasiliszek, ranny w obie nogi "Irena", kierując akcją przebicia się swych chłopców przez linie bolszewików, rozkazał by go nie brać. Konający, miał powiedzieć "dość chłopcy, ze mnie i tak już dziś pożytku nie będzie" .
Tak odchodziła większość z nich. Ranny z brzuch, spróbuje dobić się i Zygmunt. Zostanie jednak odratowany.

Naprzeciw "Olechowców" była cała sowiecka machina przemocy: MWD , tysiące szpicli i donosicieli. Walczyli w terenie mieszanym etnicznie, gdzie dużo łatwiej było zainstalować agenturę. Nie mieli praktycznie żadnej łączności ze strukturami podziemnymi na obszarze  tzw. "Polski Ludowej", nie wspominając już o kontakcie z Londynem. A jednak na przekór wszystkiemu trwali. Znamy tylko kilkadziesiąt nazwisk i  pseudonimów tych niezłomnych straceńców - żołnierzy Komendanta "Olecha" dowódcy Połączonych Obwodów Nr 49/67.
W okolicach Szczuczyna walczy wraz ze swym oddziałem, wymieniony już, 63 letni sierżant Wacław Klukiewicz ps. "Irena" (jednocześnie będący zastępcą "Olecha"). W rejonie Wasiliszek i Wawiórki operowała grupa ppor. Witolda Maleńczyka ps. "Cygan", bliżej Nowego Dworu i Ostryny "chodził" ze swoimi ludźmi  "Peter", "Francuz". Peter był prawdopodobnie Alzatczykiem. Jeszcze w czasie wojny zdezerterował z armii niemieckiej. Dzięki pomocy miejscowej ludności znalazł schronienie i wstąpił do AK. Pozostał na Kresach i postanowił bronić tych prostych ludzi, którzy wcześniej udzielili mu opieki i pomocy.

Nie chcąc powtarzać ustaleń badaczy historii partyzantki poakowskiej w Lidzkiem, nie mogę jednak się powstrzymać, pominąć i nie wymienić choćby kilku dat i nazw miejscowości, gdzie "Olech" toczył boje z bolszewikami. W końcu, w akcjach tych brał też udział Zygmunt. Myślę również, że warto przywołać te, zapomniane w obecnej Polsce, nazwy lidzkich miejscowości gdzie przez wieki trwała Polska. Polska, która odeszła wraz z ostatnimi partyzantami Komendanta "Olecha".
Wieś Taboła (sierpień 45'), "Olech" atakuje Sowietów i odbija z ich rąk pojmanych przez nich wcześniej żołnierzy podziemia. Wrzesień tegoż roku, oddział "Olecha" atakuje "sowieciarzy" pod Lidą. Straty nieprzyjaciela wynoszą 3 zabitych. W tym samym miesiącu "Olech" dokonuje wypadu "poza swoje tereny" - pod Iwie. Po ostrzale, bolszewicy wycofują się. "Olechowcy"  pozostają bez strat własnych. W styczniu 46' "Cygan" likwiduje, niemalże przed drzwiami posterunku milicji w Wasiliszkach funkcjonariusza MGB. W  rocznicę Święta Niepodległości, w dniu 11 listopada 1948 roku zostaje zniszczony pierwszy w Lidzkiem wzorcowy kołchoz im. Stalina, w Kulbaczynie  pod Ostryną. "Peter" niszczy pod Nowy Dworem "nowiutki" kołchoz im. Woroszyłowa. Atakowane są m.in. sielsowiety i kołchozy w Hołdowie i Wielkim Siole.

Planowa kolektywizacja na obszarach przyłączonych do sowieckiego imperium, niespodziewanie rozbija się w Lidzkiem. Skuteczny opór dosłownie grupki ludzi pod wodzą niejakiego "Olecha" wzbudza wściekłość bolszewików i jest nawet przedmiotem narad aktywu na szczeblu obłastii i samego Mińska. Atmosfera staje się nerwowa, kolejni urzędnicy tracą stołki, nie mogąc sprostać zarządzeniom centrali. Budowa kołchozów po prostu nie idzie, plany się walą, a ośmielony lud wspierany przez grupy desperatów z lasu, "z orzełkami na furażerkach", stawia się coraz mocniej czynownikom.
Tak dłużej być nie może. Grodzieńscy towarzysze dostają wsparcie. W 1948 roku wymieniony zostaje szef MGB z rejonu Wasiliszek. W teren przysyłani zostają "najlepsi z najlepszych" oficerów operacyjnych sowieckich służb. Między innymi Anatolij Andriejew i Michaił Czekułajew. Ten drugi przybywa w grupie 40 absolwentów elitarnej Taszkienckiej Szkoły Wojskowego Kontrwywiadu "Siersz". Czekułajew trafia do "pracy" na najtrudniejszym z odcinków frontu - do Wasiliszek pod Lidą.

Zagłada niezłomnych

Z początkiem 1949 roku MWD przystępuje do ostatecznej rozprawy z "nieuchwytnym Olechem" i jego partyzantką. Wczesna wiosna przynosi dotkliwe straty. W dniu 19 marca wpada w zasadzkę "Cygan", również w tym miesiącu ginie Alzatczyk  "Peter" i jego 10 żołnierzy. Zostają otoczeni w leśnej "melinie".
Z każdym dniem sytuacja polskiego podziemia w Lidzkiem staje się coraz bardziej beznadziejna. Aresztowania i obławy dziesiątkują konspiratorów i miejscową ludność wspierającą "Olechowców". W końcu kwietnia komendant wraz ze swoim kilkunastoosobowym oddziałem zatrzymuje się na odpoczynek w zaścianku szlacheckim Stankiewicze.

Mieszkańcy Stankiewicz od wieków słynęli w okolicy z żarliwego patriotyzmu i umiłowania ojczyzny. W czasie okupacji niemieckiej niemal wszyscy byli silnie zaangażowani w konspirację w szeregach AK. Przez te wszystkie lata drugiej okupacji sowieckiej stanowili zawsze pewne oparcie dla "Olecha" i jego żołnierzy. Następuje jednak zdrada, ktoś donosi o miejscu postoju oddziału. O północy 23 kwietnia 1949 roku, kwaterujący oddział zostaje okrążony przez obławę Wojsk Wewnętrznych. Wywiązuję się walka, w trakcie której ginie Wacław Szturma ps. "Doktor", są też ranni. "Olechowi", podobnie jak wielokrotnie wcześniej i tym razem udaje się jednak wyrwać z kotła. Tragiczny jednak los spotyka Stankiewicze, których mieszkańcy zostają aresztowani i skazani na wieloletnie wyroki ITŁ. Jakby tego było mało, karę ponoszą też urocze drobnoszlacheckie dworki zaścianka, które bezlitośnie zostają zniwelowane przez czerwoną władzę. Tymczasem partyzanci, tropieni, mijając obławy, odskakują na północ, "Olech" czuje się źle, jest słaby, dokucza mu  niewyleczona rana postrzałowa. Oddział rozbija obozowisko w lasach koło wioski Raczkowszczyzna. Jest 12 maja 1949 roku.

Na obrzeżach lasu, w którym obozowali "Olechowcy" znajdował się mały chutor państwa Stubiedów. Byli to ludzie biedni lecz odważni i szlachetni. Już wcześniej wielokrotnie pomagali "Olechowi". Tak było i tym razem. Gospodyni ugotowała rosół z trzech kur, dała śmietanę i chleb - wszystko co miała najlepsze. Jak się okazało był to ostatni wspólny posiłek partyzantów i ich Komendanta. W nocy, tuż przed świtem rodzinę Stubiedów obudził huk wystrzałów. To oddział "Olecha" próbował przebić się przez sowiecką obławę. Tym razem organizowaną w sile aż pułku Wojsk Wewnętrznych.
"Otoczyli nas poczwórnym pierścieniem - wspomina Witold Wróblewski ps. "Dzięcioł", jeden z tych, którym udało się przeżyć masakrę pod Raczkowszczyzną - pierwsze trzy pierścienie udało nam się przerwać. Nie udało się natomiast przełamać czwartego pierścienia. Zostaliśmy rozbici."  
Na ostatnim z tych pierścieni ciężko ranny zostaje Zygmunt. Próbuje się dobić, szybsi są jednak bolszewicy. Ostrzeliwujący się i ranny "Olech" wycofuje się, idąc dla zmylenia tropiących go psów korytem rzeczki Niewiszy. W końcu dosięga go śmiertelna kula. Giną: Józef Bogusławski ps. "Bolek", Bronisław Makaro ps. "Przybysz", Bronisław NN. ps. "Potęga", "Bocian" NN. i Wacław Szwarabowicz ps. "Słowik" - "Kiepura". Trzy osoby ocalały, poza wspomnianym już "Dzięciołem", jest też jego siostra Genowefa ps. "Stokrotka" i Zygmunt.                      

Więzienia i Łagry

Początkowo Zygmunt Olechnowicz przebywa w szpitalu więziennym. Stamtąd zabierają go do więzienia  w Grodnie, gdzie po ciężkim śledztwie zapada wyrok. Po latach, w łagrze "Zygma" opowie jednemu z towarzyszy niedoli o metodach śledztwa i torturach, którym został poddany w Grodnie. Wśród przeróżnych, wymyślnych tortur, jedna się powtarzała - powie - okładali mnie kijami po głowie.

Wyrok zapadł, 23 letni Zygmunt zostaje skazany na 25 lat łagru i 5 lat pozbawienia praw publicznych. Zsyłają go do Kazachstanu.  Obóz w Dżezkazgan .
Do roku 1957, razem z wieloma innymi Akowcami, a także z litewskimi "Leśnymi Braćmi", Ukraińcami, jeńcami niemieckimi, Łotyszami i dziesiątkami innych narodowości, siedzi w kazachstańskich obozach. Z relacji p. Józefa Berdowskiego, ps. "Mały Ziuk", również żołnierza "Olecha", który podczas zsyłki miał kontakty z "Zygmą" wiemy, że właśnie w 1957 roku dużą grupę żołnierzy AK z Grodzieńszczyzny i Nowogródzkiego odesłano do obozu zbiorczego pod Moskwę, a następnie do PRL, gdzie wraz z innymi również Zygmunt miał dalej odsiadywać swój wyrok. Na to przynajmniej się zapowiadało. Olechnowicz dojechał na etap pod Moskwą, ale tam go od reszty oddzielono i z powrotem przetransportowano do łagru. Nie wiadomo dokładnie dlaczego. Jedna z wersji sugeruje, że Zygmunt znalazł się w grupie około 30, specjalnie wyselekcjonowanych przez KGB, tzw. "najgroźniejszych przestępców", których Sowieci nie zamierzali przekazać nawet bratnim towarzyszom z PRL.
Kolejne lata swojej zsyłki "Zygmunt" zaliczył też w Kazachstanie, w każdym razie wyroku mu nie skrócono. przesiedział pełne 25 lat! Nawiązał wtedy krótkotrwały kontakt z rodziną w Białymstoku.

Szpital

Prawdopodobnie w 1974 roku Zygmunt przyjechał do "siebie", do domu - do Lidy. Wyrok miał już za sobą, lecz nadal pozbawiony był praw publicznych. Nie było dla niego pracy, nie miał gdzie mieszkać, nie mógł dostać meldunku. Odwiedzał nielicznych, żyjących jeszcze znajomych, podobno spotkał się też z byłą dziewczyną z Kolesiszczy, ale najczęściej spał na dworcu czy dokładniej w okolicach dworca w Lidzie. Za włóczęgostwo w Sowietach karano. Zygmunt też za to oberwał. Chyba z dworca zabrali go na milicję. A stamtąd do "psychuszki". Wkroczył w ostatni ze swoich "kręgów piekieł"! Zabrany przez milicję, przekazany "bezpiecznikom", zostaje następnie zamknięty w szpitalu psychiatrycznym na przedmieściach miasta.

Z informacji uzyskanych w tym zamkniętym zakładzie przez brata Zygmunta - Czesława - wynika, że  Zygmunt przebywał tam od maja 1974 roku do stycznia 1975 roku. Później następuje, dziwna dla mnie, dwutygodniowa przerwa. Nie jestem lekarzem psychiatrą, niemniej zważywszy na to, iż szpital był zamknięty oraz na fakt, że według posiadanego przeze mnie dokumentu, wystawionego i podpisanego przez ordynatora tej palcówki, Zygmunt cierpiał na "przewlekłą chorobę umysłową", jest mało prawdopodobne, by go zwyczajnie wypuszczono... zresztą gdzie?  Prawdopodobnie został wypożyczony przez KGB. A tam? Co z nim robili, czego jeszcze od niego chcieli? Możemy się tylko domyślać. Pastwili się znowu, pewnie starym zwyczajem raz po raz bili po głowie. A może stosowali bardziej wyrafinowane tortury?  W końcu zwrócili go do szpitala. Tam przebywał, do 24 sierpnia 1976 roku.

Gdy przed przeszło 12-u laty pisałem tekst o Zygmuncie, zakończyłem go następująco: "Tutaj ślad się urywa... Nie mam aktu zgonu. Jedno jest za to pewne: dla "Zygmy" nie było "chrześcijańskiego przebaczenia", o które tak bardzo apelują "autorytety III RP", zwłaszcza gdy wypowiadają się o katach żołnierzy Niepodległej. Jeśli Zygmunt żyje, ma 69 lat. Proszę o kontakt kogokolwiek, kto mógłby udzielić jakiejkolwiek informacji o dalszych losach Zygmunta Olechnowicza - "Zygmy" - "Groma".
Pisząc te słowa, wbrew rozsądkowi łudziłem się, że Zygmunt może jeszcze żyć. A jeśli tak, snułem w głowie fantastyczne plany zabrania go, bez względu na jego kondycję, do tej nowej wolnej Polski "aż po Bug", do której kiedyś jechał z Kazachstanu na dalsze "odsiedzenie kary", i do której nie dojechał.

Jakiś czas później dostałem informację, że Zygmunta Olechnowicza odesłano  z "psychuszki" w Lidzie z powrotem do Kazachstanu. Tam zmarł. Osadzony w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, gnił w nim do początku lat 90-tych.  I w końcu odszedł na swoją wieczną wartę. Było to gdzieś, za "Suchockiej". Nastał czas budowania III RP. Polska miała prezydenta wybranego w wolnych wyborach, głośno już mówiono i nawet uczono dzieci o Armii Krajowej, WiN i NZW. Ostatni adres "umierania za życia" Zygmunta Olechnowicza to ulica Wostocznaja 6, Karaganda , Kazachstan.

Nie wiem czy Zygmunt został w ogóle pochowany, nie wiem też co zrobiono z jego ciałem, być może je splugawiono, podobnie jak i doczesne szczątki jego komendantów i kolegów.
Nie znam też jego oprawców, agentów, funkcjonariuszy MWD, śledczych, oskarżycieli, klawiszy, bolszewickich sędziów, może też i lekarzy. Na kopii wyroku odczytałem nazwiska przewodniczącego składu "Wojennego Trybunału Wojsk MWD Grodzienskiej Obłastii", towarzysza majora Komarowa, młodszego porucznika Szawełki i sekretarza sądu, kapitana Ananjewa. Wiem, że brutalnymi naczelnikami więzienia w Grodnie byli: płk. Kuperman i Dolinskij. Za skuteczną likwidację "terrorystycznej bandyckiej grupy Olecha" awansowany i przeniesiony do centrali w Mińsku zostaje towarzysz Piotr Sitnikow, szef rejonowego MGB. Wspomniany już Anatolij Andriejew w nagrodę za operacyjne rozpracowanie "Olechowców" dostaje pistolet, wręczony osobiście przez samego Berię. Znamy też dowodzącego operacją pod Raczkowszczyzną.  Był to  naczelnik obwodowego MGB - Frołow.  Jest bardzo prawdopodobne, że ludzie ci nie żyją. Czy żyją inni zbrodniarze? Nawet jeśli, nie uda się ich zapewne osądzić i wręcz niewiarygodne, by polski prokurator ich przesłuchał. Czy można jednak umyć ręce? Zadaję to pytanie retorycznie, wierząc, że pion prokuratorski Instytutu Pamięci Narodowej podejmie trudne zadanie wyjawienia prawdy o katach, kierując się sentencją Józefa Mackiewicza, że "jedynie prawda jest ciekawa...".      

Często myślę o Zygmuncie. Każdego roku - 12 maja - w rocznicę walki pod Raczkowszczyzną - idę, kłaniam się, modlę i palę świeczkę pod tablicą poświęconą pamięci nowogródzkich dowódców Armii Krajowej, a wśród nich też i ostatniego,  ppor. Anatola Radziwonika ps. "Olech". Traktuję tę tablicę w katakumbach kościoła Świętego Antoniego, przy ulicy Senatorskiej w Warszawie jako symboliczną mogiłę Zygmunta i wszystkich zapomnianych kresowych  rycerzy.

Michał Wołłejko

Powyższy tekst, autorstwa Michała Wołłejko, ukazał się pierwotnie w Niezależnej Gazecie Polskiej  Nr 6(28)/2008. Dziękuję autorowi za zgodę na publikację artykułu. 

Opracowanie, zdjęcia pochodzą z serwisu podziemiezbrojne.blox.pl

 

 

a